Regulamin - Loguj/Wyloguj

Wezwanie do rozwoju chińskich sztuk walki

23 stycznia, 2010 autor dacheng
Li Wentao, Zhao Daoxin, Yao Zongxun

Li Wentao, Zhao Daoxin, Yao Zongxun

Zhao Enqing był uczniem Zhan Zhankui’a, który dokonał syntezy xingyiquan i baguazhang. W połowie lat 20. został uczniem twórcy yiquan – Wang Xiangzhai’a. Został przez Wanga zaliczony do grupy tych, którzy w pełni zrozumieli jego przekaz i otrzymał honorowe imię Daoxin.

Poniżej przedstawiamy tylko fragment wywiadu, który z Zhao przeprowadził Huang Jitao.

Huang:
Tradycyjnemu wushu też brakuje skuteczności w walce?

Zhao:
Przedstawiciele tradycyjnego wushu wskazują, że nowoczesne wushu z państwowych instytutów to tylko „kwieciste formy”. Ale to nie znaczy, że sami prezentują „prawdziwe kung fu”. Instytutowe wushu odwróciło się od walki, tradycyjne szuka umiejętności walki. Ale to, że szuka, nie znaczy, że posiada… Współczesne tradycyjne wushu, podobnie jak instytutowe opiera się na formach. W dodatku dodane zostały w dużej mierze jakieś ruchy symboliczne i rytualne gesty, bez związku z walką. Patrząc z punktu widzenia treningu – pozostają pierwotne metody o niskiej skuteczności. Teoretycznie mają rozwijać praktyczne możliwości, a faktycznie są bardziej formą modłów, ćwiczenia cierpliwości i bezproduktywnym umartwianiem się. Nie wiem ile dziesiątek tysięcy ludzi uprawia w Chinach tradycyjne wushu. Ale też nie znam nikogo z nich, kto potrafiłby na arenie międzynarodowej odnieść sukces, zdobywając mistrzostwo w walce.

Huang:
Ale przecież w czasach, gdy zagraniczni eksperci walki, siłacze przybywali do Chin, chińscy mistrzowie z tamtego pokolenia wielokrotnie ich pokonywali…

Zhao:
Jeśli było tak wiele przykładów pokonania cudzoziemców przez chińskich mistrzów, dlaczego słyszymy tylko opowieści z naszej strony, a oni o tym nie wspominają? Być może nie chcieli wspominać o porażkach. Ale z drugiej strony ilu musiało być pokonanych Chińczyków, i o tym nie mówiono u nas, ponieważ byłoby to upokorzenie? Tak czy inaczej, jakie były proporcje zwycięstw do porażek, do dziś nie wiemy. Ponadto, gdyby Wu Song pokonał nie tygrysa, a kota, to nie stałby się bohaterem sławionym przez wieki. A jakich przeciwników pokonali ci nasi mistrzowie? Mój nauczyciel (Zhan Zhankui) spotkał rosyjskiego „siłacza”, ja spotkałem duńskiego „boksera”. Inni znajomi też napotykali na podobne wyzwania. Ale nasi przeciwnicy byli pokonani po jednej akcji. Nie dochodziło do autentycznej walki. To tylko dlatego, że tradycyjne chińskie wushu nie natrafiło na „tygrysa”. W tamtych czasach takie pokonanie zagranicznego „mistrza”, czy „siłacza” przynosiło sławę, ale tak naprawdę, było o to łatwo, ponieważ nie byli oni autentycznymi mistrzami. Większym wyzwaniem byli wtedy inni Chińczycy. Podczas turniejów leitai w Hangzhou i w Shanghaju, żadni cudzoziemcy się nie zgłaszali. Natomiast jeśli chodzi o tych przedstawicieli tradycyjnych systemów, to niezależnie, czy byli to mnisi, czy słynni na jakimś terenie eksperci, to albo odnosili obrażenia w walce, albo tchórzyli i wycofywali się z turnieju. A ci, którzy zwyciężali, mimo, że oficjalnie zapisywali się jako przedstawiciele rozmaitych tradycyjnych systemów, faktycznie przygotowując się do turniejów, zamiast form i innych ćwiczeń swojego systemu, stosowali zupełnie inne metody, bezpośrednio przygotowujące do walki.

Huang:
Czy zechcesz powiedzieć co sądzisz o chińskiej sztuce walki?

Zhao:
Tylko trochę czasu na to mało. Dlatego opowiem tylko w ogólnym zarysie, i tylko napomknę o głównych sprawach. Nie będzie to systematyczny wywód. Ponadto o zaletach mówi się dużo, więc ja opowiem o wadach.

Huang:
Dobrze. Najpierw powiedz co sądzisz o podziale na systemy wewnętrzne i zewnętrzne oraz ze względu na terytorium.

Zhao:
Jeśli chińska sztuka walki ma się rozwijać, trzeba odrzucić obecnie stosowane klasyfikacje. Nie znaczy to, że nie mają one zupełnie sensu, jednak one tylko częściowo określają sposób pokazowej prezentacji, natomiast tak naprawdę, to w ogóle nie są w stanie wyrazić sposobu walki. Klasyfikacja sztuk walki powinna powstać w odniesieniu do skuteczności w walce, a nie sposobu ćwiczenia, czy w wyniku oszustwa. Powinna wyrażać ludzkie ciało i rozwijającą się technikę, a nie sekciarskie zwyczaje pielęgnowane przez setki i tysiące lat. Podział na Shaolin, Wudang, Emei, Zhongnan wyraża tylko to, że w dawnych czasach komunikacja była utrudniona, ale to przeszłość. Natomiast podział na wewnętrzne i zewnętrzne został wymyślony przez literatów zafascynowanych uprawianą przez siebie sztuką walki, którzy nazwali ją wewnętrzną – spod zręcznego pióra wyszły kwieciste opisy. A faktycznie nikt o sobie nie powie, że jest przedstawicielem stylu zewnętrznego. W rzeczywistości, w sytuacji prawdziwej walki, nie istnieją żadne style.

Huang:
Ale przecież podział na wewnętrzne i zewnętrzne wyraża przecież przynajmniej faktyczny podział na miękkie i twarde.

Zhao:
Ten podział jeszcze bardziej mąci obraz. Tyle tylko, że niektórzy wykorzystują go w krytyce innych szkół, a gdy mowa o własnej szkole, to zawsze się podkreśla, że „miękkie i twarde dopełnia się”, że „wewnętrzne i zewnętrzne jest razem ćwiczone”. Zawsze stoją na stanowisku, że tylko oni zachowują równowagę pomiędzy miękkim i twardym, natomiast inni za bardzo się skłaniają ku twardości lub ku miękkości.

Huang:
Ale koncepcje wewnętrzne-zewnętrzne, miękkie-twarde, przynajmniej doprowadziły do rozwinięcia wyrafinowanych teorii treningu wewnętrznego – koncepcji „od yi, przez qi do jin”.

Zhao:
„Yi, qi, li”, „jing, qi, shen” – te pojęcia dotyczące wewnętrznego treningu trudno oddać zwykłym językiem. Można powiedzieć, że chodzi o wykorzystanie autosugestii, wywołującej odczucia wygody i siły. Są nowe koncepcje, przynajmniej równie przydatne, a nawet bardziej skuteczne w praktyce.

Huang:
Jakie zatem według Ciebie wady mają chińskie sztuki walki jeśli chodzi o sam sposób walki?

Zhao:
Niedostatków i pewnych tabu jest wiele. Oprócz wspólnych dla chińskich sztuk walki, są też problemy specyficzne dla poszczególnych szkół. Na przykład wszyscy boją się, że ich styl zostanie uznany za podobny do innego, i na siłę starają się wymyślić coś odróżniającego. Gdy powiedzieć ćwiczącemu baguazhang, że przypomina to taijiquan, to z trudem to przyjmie. Jeśli powiedzieć ćwiczącemu xingyiquan, że to podobne trochę do boksu, to poczuje się upokorzony. A faktycznie bardziej od sposobu walki poszczególne style i szkoły odróżniają celowo w tym celu stworzone sekwencje ukłonów. Ale one są przydatne tylko podczas pokazu lub spotkania. Gdy dojdzie do walki są zbędne i głupie.

Jest też tabu upadku. W pojedynkach była zawsze niepisana reguła, że dotknięcie podłoża inną częścią ciała niż stopa oznaczało porażkę. Stąd południe podkreśla „ma” (pozycja konia), a północ wychwala „zhuang” (trening stabilnych pozycji). W wielu stylach podkreśla się długie, niskie pozycje, ześrodkowany tułów. Ale jaka jest wartość tych stabilnych technik? Zasada „gdy noga podniesiona, jedna strona jest pusta” sprawia, że traci się możliwość wykorzystania skutecznych kopnięć i uderzeń kolanem. Ponadto nie wykorzystuje się jeszcze świadomie siły wynikającej z nierównowagi. Także ciągłe przestrzeganie przed „utratą środka”, przeszkadza w rozwinięciu zwinnej pracy ciała i szybkiej pracy stóp. To co w chińskich sztukach walki jest odrzucane, to akurat najcenniejsze rzeczy na międzynarodowej arenie sztuk walki. Tradycyjne chińskie sztuki walki są sztukami walki starców. Stary to synonim świętości, autorytetu i głębokiej wiedzy. A staremu człowiekowi oczywiście trudno unieść nogę do kopnięcia, a każdy upadek może być dla niego niebezpieczny. Tak więc ukryta słabość starego mistrza, w trakcie nauczania zmienia się w tabu „utraty środka”. Ale walka to nie tylko zawody shuaijiao. Czasem utrata równowagi, a nawet upadek nie jest zbyt dużą ceną, by wykonać skuteczną akcję.

Huang:
Teraz porozmawiajmy o metodach treningu, dobrze?

Zhao:
Nasi nauczyciele sztuki walki w technikach lubią szukać tego co wyróżnia i tam kryć „tajemnice”. Ale naprawdę tym co może istotnie wyróżniać, gdzie mogą być tajemnice jest sposób treningu. Sposób treningu decyduje o skuteczności. A dziś stosowane w Chinach metody tradycyjnego treningu wykazują małą efektywność. Niezbędny jest bardzo długi czas, a i wówczas niekoniecznie da się umiejętności zastosować w walce. Rezultatem treningu bywają natomiast kontuzje i rozmaite schorzenia. Trening to nauka syntetyczna – na pograniczu wielu dziedzin. To nie jest tak, że wystarczy bezmyślnie systematycznie wykonywać ćwiczenia przez kilkadziesiąt lat. Nie będę tutaj dużo mówił. Wspomnę tylko o kilku rozbieżnościach.

Po pierwsze jest rozbieżność między treningiem a użyciem. Niezależnie od stylu, problemem jest brak treningu walki. W której tradycyjnej szkole większość czasu poświęca się na trening walki? Tradycyjni nauczyciele popełniają dwa zabawne błędy. Pierwszy polega na tym, że uważają, że nauka walki powinny być włączona dopiero na końcu, że tylko gdy się ma „gongli” dopiero można ją sprawdzać w starciu. Drugi to taki, że sądzą, że gdy osiągnie się biegłość w tui shou i innych ćwiczeniach z partnerem, przypominających walkę, to znaczy że rozwinęli umiejętność walki. Oczywiście podczas treningu trudno prowadzić ostrą walkę. Ćwiczący amatorsko miłośnicy sztuk walki nie chcą następnego dnia pójść do pracy ze spuchniętymi twarzami i posiniaczonymi kończynami. Ale chcąc osiągnąć najwyższy poziom w sztuce walki, jakoś te niedostatki trzeba uzupełnić. Od początku trzeba ćwiczyć tak, jak się będzie tego w końcu używać w walce.

Kolejna rozbieżność występuje pomiędzy zmęczeniem, a intensywnością treningu. Tradycyjnie nauczyciele mówią tylko o tym by codziennie wiele godzin ćwiczyć. Jest to trening długotrwały, ale o małej intensywności. Mięśnie i układ nerwowy nie są pobudzane wówczas w sposób niezbędny do walki. Ci nauczyciele mają wręcz wstręt do współczesnych przyrządów treningowych, a nawet do tego, by poprosić kogoś, by razem poćwiczyć. Wolą samotnie w ciemnym miejscu, gdzie nie ma innych ludzi, powtarzać ruchy i rozmyślać.

Ponadto jest rozbieżność między teorią, a praktyką, między techniką, a atrybutami fizycznymi, między tym, co się ćwiczy publicznie, a co za zamkniętymi drzwiami. To tylko kilka przykładów.

Huang:
Nasze rozmowy dotyczyły dotąd całości chińskiej sztuki walki. Czy zechcesz dokonać oceny konkretnych styli?

Zhao:
Zacznijmy od xingyiquan i baguazhang…najpierw pomówmy o xingyiquan. W latach 20. i 30. wśród zwycięzców pojedynków leitai przedstawicieli xingyiquan było wielu. Dzisiaj „potęga” xingyiquan osłabła. Przyczyną jest to, że xingyiquan który kładzie nacisk na „harmonię – jedność”, poza wieloma problemami wspólnymi dla chińskich sztuk walki, ma też pewne punkty, gdzie właśnie brak tej „harmonii-jedności”.

Na przykład brak harmonii między techniką, a siłą. W xingyiquan jest technika uderzania, ale w połączeniu z siłą pchania. W walce pięść, czy dłoń głównie odpychają przeciwnika, w małym stopniu tworzą obrażenia. W tui shou, też nie można przeciwnika daleko odrzucić. Faktycznie przedstawiciele xingyiquan do dziś nie rozstrzygnęli, czy to technika do san shou, czy do tui shou.

Ponadto brak harmonii między formą, a intencją. Wszyscy głośno krzyczą o tym, że forma i intencja są równie ważne, a faktycznie zmierzają ku jednemu z krańców… Jest jeszcze brak harmonii między metodami walki, a ćwiczeniami.

Ludzie lubią porównywać xingyiquan do zachodniego boksu. Ale równocześnie boją się tego porównania. Uważają, że chińska „rzecz” powinna być czysta, więc gdy gdzieś pojawia się choćby przypadkowe podobieństwo do boksu, to wolą ten podobny element usunąć. Natomiast ja uważam, że jeśli chodzi o metody treningu i system współzawodnictwa, xingyiquan powinien uczyć się od boksu.

Huang:
Czy powstanie xingyibagua było spowodowane chęcią uzupełnienia braków xingyiquan przez wykorzystanie baguazhang?

Zhao:
Wzajemne uzupełnianie xingyi i bagua zaczęło się od przyjacielskich kontaktów pomiędzy Dong Haichuanem i Guo Yunshenem oraz pomiędzy ich uczniami. Potem Zhang Zhankui połączył je w jeden system. Jednak niedostatków xingyi nie da się uzupełnić przy pomocy bagua. Baguazhang też ma mnóstwo niedostatków, ale nie da się ich wypełnić przy pomocy xingyi. Baguazhang ma grubą „skórę”, przez którą trudno coś dostrzec. Gdy patrzeć z zewnątrz, jest tylko wrażenie złożoności i tajemniczości. Duża część zawartości pierwszej powłoki to legendy o Dong Haichuanie i jego kontynuatorach. Druga warstwa, to wymuszone zastosowanie teorii ośmiu trygramów. Nauczyciele baguazhang zawsze wspominali o „Księdze Przemian”, ale nikt nie potrafił wskazać na choćby jedną nić, która je w sposób niezbędny łączy. Trzecia warstwa to pomieszanie podstawowych ćwiczeń z walką. Nawet nauczyciele rozmyślają „jak użyć tej zmiany”, „jak okrążyć przeciwnika krokami tangnibu”, „jak zajść go i zaatakować jego plecy” – to wszystko złudne myśli, jak popiół pozostały po wystrzale z armaty. A poza trzecią warstwą, ćwiczący wyciągają dłonie i krążą w kółko, jak rozpoczynający naukę jazdy na łyżwach, a czasem wykonują jakąś zmianę, przechodząc do pozycji tak wykręconej, jak na to ludzkie ciało pozwala. Toż to połączenie w jedno bajek, uświęconych starożytnością klasyk i dziwacznych technik.

Huang:
Jeśli chodzi o teorię i korzyści zdrowotne, taijiquan przyciąga największą uwagę. Jednak ludzie wątpią, że tak miękka i powolna metoda może się przeciwstawić wybuchowej sile…

Zhao:
Laik nie ma wyrobionej opinii i dzięki temu jego pierwsze wrażenie jest całkiem słuszne. Taijiquan ma swoją formę porównania umiejętności – tui shou. Dlaczego nie ograniczyć się do tego i z tego czerpać chwałę? Nie każda sztuka walki musi się nadawać do walki na śmierć i życie. Pamiętam jak w okresie Republiki Chińskiej eksperci taijiquan tłumaczyli, że to, że przedstawiciele taijiquan nie wykazują swoich umiejętności w walce na platformie wynika stąd, że jest to bardzo głęboka sztuka walki i trudno ją opanować. Czy to zawoalowana wymówka, czy szczera wypowiedź? Teoria taijiquan jest wspaniała, to wręcz wzór dla klasycznych teorii sztuk walki. Główny motyw to związek yin i yang. Chcesz być twardy? No to zacznij od tego, żeby być maksymalnie miękkim, bo maksymalna miękkość staje się twardością. Chcesz być szybki, to zacznij do powolności. Ta filozofa, że po osiągnięciu maksimum jakiś atrybut zamienia się w przeciwieństwo bardzo przyciąga zainteresowanie ludzi. A czy ktoś to sprawdził? Nie, jeśli ukradkiem podejrzysz, co w tajemnicy, kryjąc się przed postronnymi, ćwiczą ci mistrzowie taijiquan, którzy prezentują umiejętności emisji siły, to zrozumiesz w czym rzecz.

Huang:
Twierdzisz, że koncepcje taijiquan w pewnym stopniu oszukują tych młodych ludzi spragnionych rozwoju umiejętności walki. To czy w takim razie Shaolin jest szczery? Podkreśla twardość, szybkość, gwałtowność, użycie zarówno rąk, jak i nóg. Ludzie uważają, że mnisi z Shaolin są przedstawicielami realnej sztuki walki – ostatnimi królami.

Zhao:
Generałowie epoki Ming z takim właśnie poglądem udali się do klasztoru Shaolin i doznali zawodu. Dziś wielu młodych ludzi porzuca szkołę i udaje się do Shaolin. Z takim samym rezulatem – ich wiara w Shaolin zamienia się w popiół. Przyjeżdżają, by opanować niezwykłe umiejętności, „nieosiągalne” dla przeciętnego człowieka. A faktycznie uczą się tylko sztuczek cyrkowych. Metody treningu, które poznają są przestarzałe i nieprzydatne w rozwoju faktycznych umiejętności walki. Ale gdy się doda trochę chwytów typowych dla iluzjonistów, podczas pokazów, rozbijanie kamieni, stanie do góry nogami na palcach dłoni, przyjmowanie uderzeń, to robi wrażenie na publiczności. „Nowe wushu” Ma Lianga (wydał „Chińskie Nowe Wushu” w 1918 roku) i obecne wushu, z którego nawet przedstawiciele tradycyjnych systemów wyśmiewają się, pochodzi od Shaolinu. Pamiętam, jak w latach 20. i 30. ci „ostatni królowie” z Shaolin obrywali na turniejach leitai i uciekali jak szczury.

Huang:
A co sądzisz o stylach południowych?

Zhao:
Patrząc na style południowe widzimy, że mają one swój własny odrębny charakter. Jednak nie mogę wiele powiedzieć, ponieważ ich nie studiowałem dokładnie. Jednak z tego co widziałem podczas turniejów w końcu lat 20., „południowy wiatr nie jest groźny”.

Przekład z chińskiego: Andrzej Kalisz

Tagi: , , , , ,

Komentarze wyczone.

Patrnerska strona

Serwis informacyjny MMA najpopularniejszy w Polsce

Trening i motywacja kochamsilownie.pl