Regulamin - Loguj/Wyloguj

Chińskie mity.

29 stycznia, 2010 autor Cavior

Autor: Dawid Juraszek. Artykuł zamieszczono za zgodą Autora.

Chińskie mity.

Chronologia ich bajeczniejsza jeszcze niż innych narodów, którzy mniemając, że na starożytności sława państwa zawisła, ile możności oddalają pierwiastki swoje.

Tak w XVIII w. pisał o Chinach Ignacy Krasicki. Dziś jednak chińska ciągłość kulturowa, 5000 lat historii, odwieczny ateizm czy brak potrzeby wolności to nieomal dogmaty, przywoływane w artykułach i przewodnikach, powtarzane w programach radiowych i telewizyjnych, wpajane tak chińskiej, jak zachodniej opinii publicznej. Ich rozpowszechnianiu sprzyja klimat poprawności politycznej i relatywizmu kulturowego, a także respekt przed odradzającym się gigantem. Ile w tych mitach prawdy? Skąd się wzięły? I czemu są groźne?

5000 lat historii

„Chiny mają 5000 lat!” Te słowa zamykają usta krytykom rządu w Pekinie; trudno pouczać tak doświadczony kraj… Ale co to tak naprawdę znaczy: „mają 5000 lat”?

Tradycyjną historiografię chińską tworzono na potrzeby władzy państwowej. Reinterpretując dawne mity, porządkując zagmatwane dzieje, wypracowując wzorce zachowań pisarstwo to stworzyło dogmaty o centralnym położeniu Chin pośród morza barbarzyńców czy o ciągłości cywilizacyjnej i terytorialnej. Wielu zachodnich historyków poszło tym tropem, powielając wizje przeszłości preparowane przez mandarynat.

Mity adaptowano do potrzeb tworzonej chronologii władców. Podania zrodzone pośród plemion i społeczności zamieszkujących terytorium przyszłych Chin przed okresem zjednoczenia starano się połączyć w spójny obraz. Legendy traktowano jako ślady wspólnej historycznej przeszłości; dawne bóstwa stawały się cesarzami z pomroki dziejów, a nowych cesarzy uświęcano.

Z pierwotnej mitologii chińskiej przetrwało niewiele. Zagadkową wzmiankę o czterech głowach Żółtego Cesarza zracjonalizował już Konfucjusz, wedle którego oznaczała po prostu, iż pod rozkazami Cesarza czterech ludzi rządziło czterema kierunkami. W ten sposób ‘humanizowano’ wiele mitycznych istot. Królowa Matka Zachodu, przedstawiana zrazu jako „zsyłająca na świat dżumę istota o rozczochranych włosach, z ogonem lamparta i zębami tygrysa” z czasem przeistoczyła się w dobrotliwą niebiańską władczynię.

W rezultacie tych wszystkich zabiegów początkiem swojej cywilizacji Chińczycy ogłosili rządy cesarzy-demiurgów. Rozpoczął je w 2852 r. p.n.e. Fuxi, który udomowił zwierzęta i wynalazł rodzinę. Huangdi, Żółty Cesarz (panował w latach 2697-2598 – 99 lat!), oprócz zapewnienia swojemu ludowi władania doliną Rzeki Żółtej wynalazł łuk, łodzie, wozy, ceramikę, pismo i jedwab. W 2205 r. p.n.e. rządy objęła dynastia Xia – tradycyjna chronologia szczegółowo wylicza kolejnych jej władców. W 1766 r. p.n.e. do władzy doszła dynastia Shang i to od niej dopiero zaczynają się archeologiczne dowody istnienia tamtejszej cywilizacji.

Interes polityczny przesądził o tym, że po masakrze na placu Tiananmen, gdy w Europie upadał komunizm, jednostronnie interpretowana starożytność Chin stała się dla komunistów zbawiennym narzędziem propagandy rządów autokratycznych, rzekomo zaprowadzonych okrągłych 5000 lat temu nad już uformowanym narodem chińskim. „Chiny niezmiennie były i będą” – tak zdaje się brzmieć credo wychowania patriotycznego, którego celem jest kreowanie nowego panchińskiego poczucia wspólnoty w ramach „Wielkich Chin”, a także zbijanie obcokrajowców z tropu. Starożytność jest wartością samą w sobie, często wbrew faktom i logice; dziś wszystko w Chinach ma „tysiące lat”, nawet porcelana z epoki Ming (1368-1644 n.e.).

Trzeba dawnym historiografom oddać, że ich chronologia władców Shang, spisana dopiero w I w. p.n.e., okazała się w ogromnej mierze zgodna z informacjami zapisanymi na kościach wróżebnych z XIV w. p.n.e. Nie da się wykluczyć, że także istnienie mitycznej dziś dynastii Xia może zostać kiedyś potwierdzone, lecz nawet to nie spowoduje, że 5000 tysięcy lat historii przestanie być tylko zgrabnym hasłem, wywiedzionym z miłych chińskiemu uchu legend.

Ciągłość i jedność

Chińscy historycy z reguły opowiadają się za teorią samoistnego rozwoju cywilizacji chińskiej. Odrzucają ewentualność, że technologia wytwarzania brązu, uprawa pszenicy, powozy, łucznictwo czy udomowienie konia mogły przyjść z zewnątrz. Nawet jeśli jednak wynalazki te istotnie powstały tu niezależnie, nie znaczy to, że obszar dzisiejszych Chin był kulturowo jednorodny.

Część sinologów już w kulturach pierwotnych, zamieszkujących tysiące lat temu terytorium dzisiejszych Chin, dopatruje się korzeni zwyczajów późniejszej cywilizacji chińskiej. Inni wskazują, że musiały być one równie zróżnicowane, co amerykańscy Indianie przed przybyciem Europejczyków. Jedni prawdziwy początek widzą w dysponującej pismem dynastii Shang, państwie już zorganizowanym, o wysokim poziomie kultury materialnej (wspaniałe brązy), którego przewaga nad otaczającymi cywilizacjami neolitycznymi miała przynieść narodziny sinocentryzmu. Drudzy umiejscawiają początki „chińskości” dopiero w pierwszym tysiącleciu p.n.e., kiedy to ruszyły procesy prowadzące do powstania tak kluczowych zjawisk, jak konfucjanizm, taoizm, legizm i motizm. Jeszcze inni twierdzą wreszcie, że chiński naród uformował się dopiero w XX w. pod wpływem zderzenia ze światem zewnętrznym, gdy idea imperium okazała się zbyt luźna i niejasna, by jednoczyć.

W roku 1122 p.n.e. państwo Shang upadło w starciu z Zhou. Podobnie jak legendarna Xia, a także Shang, dynastia Zhou zajmowała niewielki w porównaniu z dzisiejszymi Chinami obszar w dolinie Rzeki Żółtej. Panowała za to najdłużej w dziejach Chin, bo aż 873 lata. Nie oznaczało to jednak stabilizacji. Zhou była dynastią słabą, z czasem ograniczoną wyłącznie do funkcji rytualnych. Domenę królewską otaczały lenna, im dalej położone, tym pod większym wpływem państw „barbarzyńskich”. Około 770 r. p.n.e. najazd barbarzyńców zmusił władcę Zhou do ucieczki ze stolicy. Podział kraju postępował. Każde z państw miało wyraźne poczucie tożsamości, wynikłe z własnej historii i specyficznych cech swojej kultury. Wódz ludu Rong, sprzymierzonego z państwem Jin, powiedział w roku 599 p.n.e.: „Napoje, żywność i ubranie ludu Rong całkowicie różnią się od używanych przez lud Hua. Nie wymieniamy z nimi darów. Nasze języki są wzajemnie niezrozumiałe.” Te różnice, w dziedzinie języka utrzymujące się do dziś, z jednej strony inspirowały filozofów („sto szkół”), z drugiej wywoływały nieustanne walki wszystkich ze wszystkimi.

Kres zamętowi położyło państwo Qin, powstałe na terenach, z których wcześniej wypędzono władców Zhou. Uznawane zrazu za zacofane i dzikie, podjęło trud reform w zgodzie z duchem legizmu, by idąc od zwycięstwa do zwycięstwa zjednoczyć kraj i w 221 r. p.n.e. rozpocząć epokę cesarstwa.

Późniejsi historiografowie przedstawiali Pierwszego Cesarza, Shihuangdi, jako zabobonnego okrutnika i megalomana. Zjednoczenie, czy raczej ujednolicenie, przebiegało bez oglądania się na nic. Cesarz kazał spalić bezcenne księgi oraz 460 uczonych, by otworzyć nową erę. Miał to być początek dynastii panującej przez 10000 pokoleń. W rzeczywistości panowała 15 lat. Po niej nastąpiło 26 dynastii, często niechińskiego pochodzenia, eliminujących jedna drugą w krwawych powstaniach i podbojach.

Samo określenie „dynastia” (chao) może być mylące, sugeruje bowiem proste następstwo panowania nad krajem, gdy tymczasem często rządziło kilka „dynastii” naraz. Do XX w. Chińczycy nie mieli nawet wspólnego słowa na określenie swojej ojczyzny – kraj na ogół nazywano na cześć panującej dynastii. Czyżbyśmy więc zamiast kolejnych dynastii panujących nad odwiecznymi i jednolitymi Chinami mieli do czynienia raczej z wielością „państw chińskich”?

 Stosunek do obcych rządów najlepiej ilustruje przykład mongolskiej dynastii Yuan. Tak z chińska nazwał ją Kubilaj-chan, wnuk Czyngis-chana. Ten ostatni rozpoczął podboje, które nie ustały po jego śmierci w 1227 r. Mongołowie zajęli Chiny, Tybet i inne państwa Azji, tworząc największe jednolite imperium w dziejach. Kubilaj-chan uczynił swojego dziadka pośmiertnie założycielem Yuan, co z czasem dało Chińczykom asumpt do twierdzenia, że tereny pod panowaniem Mongołów znajdowały się w istocie pod panowaniem Chińczyków.

Komuniści, którzy dziś tak gorliwie szukają legitymizacji autokratyzmu w tradycji cesarstwa, jeszcze nie tak dawno byli zajadłymi wrogami tradycji. Historiografia komunistyczna przez długi czas widziała w cesarstwie i konfucjanizmie modele negatywne. Po proklamowaniu Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 r. rozpoczęło się przekształcanie społeczeństwa i kraju zgodnie z nowym duchem. Upraszczano pismo, wykorzeniano dawne obyczaje, tępiono elitę intelektualną, zmieniano oblicze miast poprzez masowe wyburzenia, przekształcano rolnicze Chiny zgodnie z radzieckim kultem przemysłu ciężkiego. Dziś większość chińskich miast to pozbawione przeszłości molochy, gdzie najstarsze budynki liczą kilkadziesiąt lat.

Kraina ateistów

 Wolter w Historii powszechnej opisał chińskie społeczeństwo jako moralne bez religii. Wizję tę Zachód zawdzięcza jezuitom, którzy pojawili się w Chinach w XVI w. Interesowała ich jednak kultura dworska, nie ludowa, filozofia, nie religia. Począwszy od Mateo Ricciego (1552-1610) dostrzegali głównie konfucjanizm, który uważali za świecką ideologię państwa, zaś kult przodków interpretowali jako prostą cześć dla zmarłych. Ojciec Louisie Lecomte z podróży w latach 1686-1691 wysnuł wniosek, że Chińczycy są niczym puste naczynia, czekające na chrześcijańskiego Boga. Nie mógł nie widzieć przejawów buddyzmu i taoizmu – w samym Pekinie znajdowało się podówczas prawie tysiąc świątyń – ale tylko na marginesie wspomniał o „przesądnych praktykach”, nie zasługujących na miano religii. To właśnie relacje jezuitów wykreowały na Zachodzie wizerunek Chin jako ateistycznego acz moralnego społeczeństwa, rządzonego przez cesarza-filozofa.

Już jednak podróżnicy holenderscy, udający się do Chin od XVII w. w celach handlowych, z większą uwagą przyglądali się religiom ludowym – taoizmowi i buddyzmowi. Taoizm, wywodzący się od mędrca Laozi (VII-VI w. p.n.e.), to połączenie religii, filozofii i magii, z obszernym panteonem bóstw, technikami osiągania nieśmiertelności i rozbudowanym rytuałem. Przed komunistycznymi czystkami liczbę taoistycznych świątyń w Chinach oceniano na 20000. Z kolei buddyzm przywędrował do Chin z początkiem naszej ery. Jego złoty wiek to stulecia VI-IX, czyli rządy dynastii Sui i Tang. Dziś Chiny szczycą się wspaniałymi buddyjskimi grotami i najwyższym na świecie posągiem Buddy w Leshan.

W Chinach nigdy nie wytworzyła się warstwa kapłańska. Nie znaczy to jednak, że religia nie miała przystępu do najwyższych sfer; wręcz przeciwnie. Sam władca, jako Syn Nieba, miał bezpośrednią łączność z bóstwami. Za dynastii Ming doroczne modły o urodzaj miały postać niezwykle widowiskowej ceremonii w pekińskiej Świątyni Nieba.

Wielkie powstanie chłopskie Tajpingów (1850-1864) wyrosło z sekty religijnej powstałej na bazie swoiście pojmowanego chrześcijaństwa. Druga połowa XIX w. to powstania muzułmańskie w Xinjiangu i północnych Chinach, zaś przełom XIX i XX w. to antykolonialne powstanie Bokserów, odprawiających mistyczne obrzędy mające zapewnić im niewrażliwość na pociski karabinowe.

Chrześcijaństwo zyskiwało na znaczeniu w miarę postępowania procesu erozji cesarstwa. Wiele ważnych osobistości było chrześcijanami, jak Sun Yat-sen, pierwszy prezydent Republiki Chińskiej.

Różnorodność religijna dawnych Chin przypominała tę w dzisiejszych Indiach, lecz wygnanie misjonarzy, sekularyzacja mnichów i niszczenie świątyń w okresie komunizmu zachwiały pozycją religii. Nie zdołały jej jednak wykorzenić. W ostatnich latach najbardziej jaskrawym przykładem potrzeby religii w Chinach i stosunku do niej władz jest prześladowanie mistycznego ruchu Falungong, do której przystąpić miało podobno 50 milionów Chińczyków. Zgromadzenia religijne (jak oficjalny „Kościół Patriotyczny”), mianowanie biskupów, nawet reinkarnacja – rząd chyba nie bez powodu chce mieć to wszystko pod kontrolą.

Genetycznie niewolni

Ma Ying-jeou, dzisiejszy prezydent Republiki Chińskiej (oficjalna nazwa Tajwanu), powiedział w 2005 roku: „Demokracji można się nauczyć”. Przyczyn słabości kraju, jak korupcja czy nieposzanowanie prawa, ówczesny mer Tajpej upatrywał nie w chińskich cechach kulturowych, lecz w nieudolności władz. „Chińczycy są tacy sami jak wszyscy ludzie: zatrzymują się na czerwonym świetle, jeżeli grozi im kara. Nie ma to nic wspólnego z chińską kulturą.”

Tajwan jest solą w oku Pekinu. Prawicowy reżim w Tajpej aż do 1971 r. reprezentował Chiny w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Dziś wobec potęgi ChRL Tajwan niewiele znaczy, ale kiedy w 1949 r. partia Kuomintang (która niedawno wróciła tam do władzy) uciekła przed komunistami na „Piękną Wyspę” u wybrzeży prowincji Fujian, miała legitymizację pochodzącą nie tylko z poparcia świata, ale także z demokratycznych wyborów w 1913 r. Świadome agonii cesarstwa społeczeństwo chińskie poparło wtedy ideę republiki.

Ówczesny krótkotrwały parlamentaryzm był tylko elementem wolnościowych przemian, których sceną były Chiny końca XIX i pierwszej połowy XX w. Presja mocarstw kolonialnych, archaiczne rządy, skostniałe struktury wymagały poszukiwania nowych rozwiązań. Chińska elita przetrawiła wtedy intelektualnie wiele zachodnich idei i wydarzeń (w tym rozbiory Polski), szukając modelu, który zapewniłby Chinom przetrwanie. Rozważano i wdrażano idee konstytucjonalizmu, emancypacji, samorządu, debatowano nad właściwym modelem gospodarczym, spierano się o rolę tradycyjnej chińskiej kultury. Stare wzorce zachowań nie wytrzymywały konfrontacji z pędem do osobistej niezależności – dzisiaj na Tajwanie, ale też w Szanghaju i innych wielkich miastach Chin brzmią echa przemian obyczajowych zachodzących długo przed nadejściem komunizmu. Kraj nie miał jednak zaznać spokoju. Władztwo lokalnych przywódców wojskowych, wojna domowa między Kuomintangiem a rosnącą w siłę Komunistyczną Partią Chin, podporządkowanie państwa interesom rządzących, wreszcie inwazja japońska nie pozwalały okrzepnąć rodzącemu się społeczeństwu obywatelskiemu.

Pierwsza faza komunizmu to okres entuzjazmu i rosnącego zaufania do KPCh. Trendy wolnościowe nie zamarły od razu, ale już kampanie przeciwko kapitalistom i „kontrrewolucjonistom” z początku lat 50. zapowiadały tragedie następnych lat. Łabędzim śpiewem demokracji była konstytucja z 1954 r., która przewidywała bezpośrednie wybory przez ludność tylko zgromadzeń przedstawicieli ludowych najniższego szczebla, wybierających z kolei zgromadzenia wyższego szczebla; na szczycie tej struktury znajdowało się Ogólnochińskie Zgromadzenie Ludowe. Nie wszyscy członkowie należeli wtedy do KPCh, ale zgromadzenia uprawnione były tylko do dyskusji; realną władzę sprawowały komitety partyjne. Po kampanii „Niech rozkwita sto kwiatów”, rozpoczętej w 1956 r., kiedy zalew krytyki ze strony inteligencji przeszedł najśmielsze oczekiwania Mao, ruszyła kampania przeciw prawicowcom, czyli w dużej mierze przeciw wykształconej w latach 30. i 40. prozachodniej elicie. Ofiarą padła co najmniej połowa chińskich intelektualistów. Samodzielne myślenie i dążenia wolnościowe bezwzględnie zduszono.

Dzisiejsi komuniści z jednej strony odrzucają ideę demokracji w Chinach na gruncie jej rzekomej nieprzystawalności do odwiecznych „uwarunkowań narodowych” (quoqing), a z drugiej szukają legitymizacji poprzez ściśle kontrolowane wybory na niższych szczeblach administracji. Głoszą, że prawa człowieka zagrażają przetrwaniu państwa, lecz w 2004 r. wpisali je dla uciszenia krytyki do konstytucji. Twierdzą, że system jest „naturalny”, ale skwapliwie kontrolują oddolne organizowanie się Chińczyków.

Tajwańczykom, Japończykom i Koreańczykom z południa dziedzictwo orientalnego despotyzmu nie uniemożliwia podejmowania decyzji przy urnie wyborczej, a wolność słowa nie zagraża upadkiem ojczyzny. Powoływanie się przez chińskich komunistów na dziedzictwo cesarstwa, które sami niszczyli, jest tylko retoryką, za którą kryje się prozaiczna chęć utrzymania pełni władzy. Retoryką, jak wiele innych „chińskich mitów”, od stuleci zaćmiewającą zachodnie umysły.

 Źródła

E. Kajdański, Chiny – leksykon, Warszawa 2005

G. Sorman, Rok Koguta, Warszawa 2006

I. Krasicki, Historia, Kraków 2002

J. Pimpaneau, Chiny – kultura i tradycje, Warszawa 2001

J. King Fairbank, Historia Chin, Warszawa-Gdańsk 2004

J. Man, Czyngis-chan, Warszawa 2006

J. Man, Kubiłaj-chan, Warszawa 2007

J. Clements, Pierwszy Cesarz Chin, Warszawa 2006

J. Lowell, Wielki Mur Chiński, Warszawa 2007

J. Chang, Dzikie łabędzie, Warszawa 2006

M. J. Künstler, Mitologia chińska, Warszawa 2001

O. Weggel, Chiny, Warszawa 2006

P. B. Ebrey, Historia Chin, Warszawa 2002

Sy-ma Ts’ien, Syn Smoka, Warszawa 2000

Autor: Dawid Juraszek. Artykuł zamieszczono za zgodą Autora. Wszelkie prawa zastrzeżone. Źródło:

www.juraszek.net

Tagi: ,

Komentarze wyczone.

Patrnerska strona

Serwis informacyjny MMA najpopularniejszy w Polsce

Trening i motywacja kochamsilownie.pl