Regulamin - Loguj/Wyloguj

„Chiński syndrom.” (9)

15 lutego, 2010 autor Cavior

Autor: Dawid Juraszek.  Artykuł zamieszczono za zgodą Autora.

Zakupy z przygodami

Supermarkety i centra handlowe w wielu polskich miastach ze zwyczajnych miejsc do robienia zakupów stają się ośrodkiem życia towarzyskiego. Chiny poszły krok dalej – supermarkety tutaj to także zoo, cyrk i gabinet grozy.

Jedno z prawideł, na których opiera się kuchnia chińska głosi, że potrawy muszą być przygotowywane z jak najświeższych składników. Efektem są nie tylko akwaria z żywymi rybami i klatki ze zwierzętami, obecne w – zależnie od tradycji danego regionu – niektórych lub licznych restauracjach, ale także przeistoczenie supermarketów w prawdziwe ogrody zoologiczne.

Cóż bowiem widzimy na stoisku rybnym? Ryby mrożone? Tak, jest gablota chłodnicza z takowymi. Ryby świeże? Oczywiście, leżą ładnie ułożone na lodzie. Ryby żywe? Oczywiście, w kilkudziesięciu akwariach. I to ryby wszelkiego gatunku, od czarnych wijących się węgorzyków, przez sumopodobne albinosy, po średniej wielkości płaszczki.

Jeśli kogoś boli przedświąteczny los polskiego karpia, powinien trzymać się z dala od chińskich supermarketów – nie wspominając o targowiskach – o każdej porze roku. Jeśli ryba ma szczęście, wyjęta z wody zdąży wyzionąć ducha, zanim pracownik obsługi puści ją w ostatnie tango z ostrym nożem. Jeśli nie, cóż… Widok odciętego rybiego łba z wciąż unoszącymi się skrzelami nikogo tu nie szokuje.

Za to badacz fauny znajdzie się tu w swoim żywiole. Prócz pływających, a raczej cisnących się w akwariach ryb znajdzie także mnogość żywych i żwawych owoców morza. Krewetki kłębią się w głębokich tacach, zanim trafią na lód, a stamtąd do foliowych woreczków. Kraby z przewiązanymi odnóżami nie mogą zrobić nic ponad wystawianie czułków; zapakowane do siatek muszą przecierpieć drogę przez miasto do kuchni nabywcy. Nie brakuje też owoców rzek i jezior. Powodzeniem cieszą się żaby, niekoniecznie tylko dobrze nam znane zielone, ale na przykład czarne z białym brzuchem. Te siedzą w mętnej wodzie, czekając, aż klient wyciągnie je za nogę i obejrzy z bliska przed wrzuceniem do siatki. Żółwie o skórzastych skorupach próbują wydrapać się z metalowej kadzi, a przewracając się podejmują następną próbę, lub dają za wygraną i popadają w letarg.

Nie w samych supermarketach, ale pod nimi zaopatrzyć się może miłośnik świeżej strawy pierzastej. Uliczni sprzedawcy oferują nie tylko kwaczące kaczki czy rozgdakane kury, ale także pięknie upierzone ptaki gołębiopodobne, a nawet… sowy.

Nie tylko domorosły, ale i dyplomowany anatom znajdzie w supermarkecie pełno materiału do badań. Podobnie wielbiciel horroru w odmianie gore poczuje się tu w swoim żywiole. Sprawnie wypatroszone ryby leżą na lodzie, z dumą wypinając wzdęte jeszcze pęcherze pławne. Równo niczym laserem rozcięta płaszczka prezentuje światu swe bogate wnętrze. Lśniące ośmiorniczki wystawiają macki na widok publiczny. Świeże i suszone mątwy przywodzą na myśl istoty z filmów SF.

Dział rybny nie jest wyjątkiem – na dziale mięsnym z haków zwieszają się krwawe zajęcze tuszki czy ćwiartki bliżej niezidentyfikowanych przedstawicieli zwierzyny płowej. Nic nie stoi na przeszkodzie, by z bliska obejrzeć układ mięśni czy budowę żeber. Na pełnych lodu tacach pośród tłumu leżą nie tylko elegancko wycięte piersi kurczaka, ale także wszelkiego typu i rozmiaru organy wewnętrzne. Przemyślnie zdarte z czaszek świńskie pyski patrzą groteskowo z haków w towarzystwie całych warchlaczków i ususzonego drobiu, że nie wspomnę o takich opatrzonych polskiemu klientowi widokach, jak wieprzowe nóżki.

Nad wszystkim zaś unosi się zgoła nie przystający ani do zoo, ani nawet do horroru rejwach. Krzyki nacierają falami, zagłuszając nawet z zasady głośniejszy niż w Polsce szum klienteli. Czy to ktoś cisnąc się do rzuconych właśnie bydlęcych żołądków nadepnął komuś na odcisk i słyszy teraz reprymendę? Czy też złodziej sklepowy ucieka z piórem wiecznym Hero w garści, ścigany krzykiem ochroniarzy? A może jakiś niespełniony ubogi grajek uliczny na widok całego tego bogactwa oszalał i pieje sobie a muzom?

Nie – to obsługa wysypała właśnie na palety świeże papaje i teraz zachwala je wniebogłosy, tak, aby nawet klient przebierający na drugim piętrze w bogatej ofercie bambusowych, plastikowych, metalowych i porcelanowych pałeczek rzucił wszystko i popędził na dział z owocami.

Autor: Dawid Juraszek.  Artykuł zamieszczono za zgodą Autora. Wszelkie prawa zastrzeżone. Źródło:  www.juraszek.net

Tagi: ,

Komentarze wyczone.

Patrnerska strona

Serwis informacyjny MMA najpopularniejszy w Polsce

Trening i motywacja kochamsilownie.pl