Regulamin - Loguj/Wyloguj

„Chiński syndrom.” (8)

15 lutego, 2010 autor Cavior

Autor: Dawid Juraszek.  Artykuł zamieszczono za zgodą Autora.

Zakupy z przeszkodami

Chyba każdy przeżył chwilę frustracji, chcąc w supermarkecie zasięgnąć informacji i nie mogąc znaleźć żadnego pracownika obsługi. W chińskich supermarketach źródła frustracji są zupełnie inne.

Zacznę oczywiście od koniecznego zastrzeżenia, że supermarketów w Chinach jest multum i nie wszystkie stosują podobną politykę. Supermarkety sieci zagranicznych, jak na przykład Carrefour czy Walmart, choć przystosowały się do klienta chińskiego, rządzą się jednak trochę innymi prawami. Supermarkety lokalne także różnią się między sobą w sposobie podejścia do klienta. Odwiedziwszy jednak wiele spośród tych „świątyń współczesności” mogę pokusić się o pewne spostrzeżenia natury ogólnej.

W Chinach stwierdzenie, że obsługi jest w sklepie więcej niż klientów, nie oznacza wcale, że dzień jest wyjątkowo kiepski. Raczej dzień musi być wyjątkowo dobry, by pogłowie klienteli przekroczyło liczbę personelu. Czy to świadoma polityka przeciwdziałająca bezrobociu, czy tradycja metoda podejścia do klienta, czy też po prostu wykoncypowany w dziale marketingu chwyt, dość rzec, że obsługę nie tylko łatwo tu znaleźć – wręcz trzeba się przed nią ukrywać.

Zacznijmy od ochroniarzy, najczęściej szczupłych młodzieńców w garniturach, którzy stoją przy wejściach, wyjściach, bramkach i ruchomych schodach. Nie tylko baczenie na bezpieczeństwo i zapobieganie kradzieżom jest ich zadaniem. Aby się nie nudzili, przydzielono im dodatkowe obowiązki: głośne witanie i żegnanie każdego klienta, a także inspekcję rachunków. Tu nie można nonszalancko nie odebrać rachunku przy kasie. Bez niego ochroniarz przy wyjściu nas nie wypuści, musi bowiem po fachowym przejrzeniu rachunku przystemplować go na czerwono lub przejechać po nim paznokciem, zostawiając siną smugę na znak… no właśnie, prawdopodobnie na znak, że pozycje na rachunku i zawartość koszyka pasują do siebie, choć tej drugiej z tym pierwszym nikomu jakoś nie chce się porównywać.

Jeszcze więcej jest asystentek regałowych. Tak chyba należy nazwać te panie, czekające, czy raczej czyhające na klientów przy regałach, czasem pojedynczo, ale częściej po dwie lub po trzy. Rekordową liczbę zanotowałem kilka dni temu między dwoma długimi na kilkanaście kroków regałami z płatkami owsianymi, proszkiem sezamowym i mlekiem sojowym – pań w czerwonych bluzeczkach z logo supermarketu było tam aż dziewięć.

Ich rolą jest informowanie klienta o walorach wystawionych produktów, wskazywanie promocji i ogólna pomoc. Niestety, nader często zamiast pomagać, przeszkadzają. Wystarczy przez jedną nanosekundę zawahać się przy półce, zwolnić kroku, nie daj Bóg przystanąć, by opadły nieostrożnego klienta. Także w sytuacji, gdy jest nim przybysz z zagranicy. Panie często nie chcą zrozumieć, że waiguoren, czyli obcokrajowiec, nie rozumie chińskiego i niczego z oferowanych wyjaśnień się nie dowiaduje, a zresztą ma swój rozum i supermarket nie jest mu dziwny; i tak trajkoczą w najlepsze, wręczając artykuły niepotrzebne, a nawet wręcz zgoła niepożądane. Bywa, że odmowa przyjęcia jakiegoś produktu spotyka się ze spojrzeniem zdolnym zabijać.

Inna sprawa, że jeśli waiguoren jednak musi zasięgnąć porady i próbuje na przykład na migi pokazać, jakiego produktu mu potrzeba, między regałami odbywa się prawdziwa burza mózgów, dzięki której zwykle pośród uśmiechów udaje się dojść do porozumienia.

Kluczową rolę w każdym supermarkecie pełnią oczywiście kasjerki. W Chinach rola ich jest tak kluczowa, że aby zmniejszyć presję, ujmuje się im jak najwięcej obowiązków. Asystentki pakujące towary do torebek to nic szczególnego. Ciekawsze jest, że kasy nie są zlokalizowane tylko przy wyjściu – w całym sklepie, szczególnie przy „newralgicznych” działach, takich jak kosmetyki, sprzęt sportowy, pościel czy artykuły papiernicze (ale o dziwo nie alkohole!), znajdują się kasy „pomocnicze”. Jeśli pewnych produktów nie skasuje się na miejscu, mogą wystąpić kłopoty, z koniecznością biegania z powrotem włącznie.

Wreszcie w trosce, aby kasjerki się nie przedźwigały, w kasach nie ma wag do warzyw czy ryżu. Samoobsługa? Gdzieżby! Specjalne stanowiska wagowe, obsługiwane przez znane nam już panie w czerwonych bluzeczkach, oblegane są przez klientów, którzy próbują na wyścigi położyć na wagach swoje papryczki czili, korzenie lotosu, owoce liczi czy grzyby „białego kraba”.

Brak tylko bagażowych, czy raczej koszykowych do dźwigania zakupów za klienta.

Autor: Dawid Juraszek.  Artykuł zamieszczono za zgodą Autora. Wszelkie prawa zastrzeżone. Źródło:  www.juraszek.net

Tagi: ,

Komentarze wyczone.

Patrnerska strona

Serwis informacyjny MMA najpopularniejszy w Polsce

Trening i motywacja kochamsilownie.pl