Regulamin - Loguj/Wyloguj

„Chiński syndrom.” (6)

13 lutego, 2010 autor Cavior

Autor: Dawid Juraszek.  Artykuł zamieszczono za zgodą Autora.

My się zimy nie boimy…

Temperatura rzadko spada poniżej zera, śnieg to ewenement – zima w południowych Chinach to fraszka! Więc dlaczego trudniej ją przetrzymać niż w skutej lodem Polsce?

Chiny Południowe to termin tak rozległy, jak sam obszar. Rozciągają się od tropikalnej wyspy Hajnan po prowincję Hunan, na przestrzeni ponad 1200 km z południa na północ. Gdy mieszkańcy Hajnanu spacerują po słonecznych plażach Morza Południowochińskiego, Hunańczycy pod parasolem drałują szarymi ulicami wzdłuż ołowianej rzeki Xiang. Ci ostatni są jednak zdeterminowani wykazać, że nazwa „Chiny Południowe” coś znaczy, i nawet pogoda nie może im w tym przeszkodzić.

W Europie zima szaleje, ale zakładam, że ten tekst czytają Państwo lekko ubrani, w ciepłych domach, przy kaloryferze czy piecu. U mnie za oknem temperatura wynosi śmieszne kilka stopni powyżej zera, ale piszę ten felieton w polarowych rękawiczkach. Jest cieplej niż jeszcze niedawno, gdy bywało, że musiałem po domu chodzić w czapce. Czy to awaria centralnego ogrzewania? A może ścisnęła zima stulecia? Nie. Tak żyją tu prawie wszyscy. Co gorsza, wcale się temu nie dziwią!

Mogę uważać się za osobę uprzywilejowaną – jestem szczęśliwym posiadaczem klimatyzacji, bojlera i elekrycznej dmuchawy. Wystarczy wszakże wyłączyć sprzęt grzewczy na pół godziny, by różnica temperatur między wnętrzem a zewnętrzem mieszkania przestała mieć większe znaczenie. Dlaczego? Otóż w klimacie, gdzie latem 40ºC nie jest rzadkością, standardem są okna aluminiowe, przesuwne i jednoszybowe . I to chyba wyłącznie z myślą o lecie buduje się tu domy, tak jakby po każdej zimie architekci doznawali amnezji.

Przy kilku stopniach na plusie marznę w Chinach bardziej, niż w Polsce przy kilkunastostopniowych mrozach. Problemem nie jest dojście z domu do uczelni, na której pracuję. Problemem jest sama uczelnia, nowoczesny, wielki kampus, gdzie pod sufitami wiszą wentylatory, ale nie ma grzejników, a korytarze wychodzą na otwarte dziedzińce, skąd w lecie wiatr przynosi zapach kwitnących drzew, ale w zimie tylko chłód i wilgoć. Efekt? Wykładowcy i studenci odbywają lekcje okutani w co się da. I wcale się nie skarżą, choć po paru godzinach w takich warunkach pięć stopni na plus odczuwa się jak dziesięć na minus. Z konieczności Chińczycy uczynili cnotę – fanatycy zimnego wychowu byliby w Chinach zachwyceni, słysząc zewsząd pochwały spania w temperaturach bliskich zera i brania zimnych pryszniców.

Szkoły to żaden wyjątek – to reguła. Nawet lekarze w szpitalach (tu nie ma przychodni jako takich, z byle przeziębieniem idzie się do lekarza w szpitalu, oczywiście jeśli ma się pieniądze na leczenie) pod kitlami noszą kilka warstw grubej odzieży, a nierzadko i kurtki. Sprzedawcy w sklepach spożywczych, komputerowych czy odzieżowych także pracują w kurtkach, i chyba tylko restauracje oraz supermarkety w trosce o portfele klientów instalują klimatyzację.

Nie dziwota więc, że handel ciepłą odzieżą kwitnie. Hitem są pikowane piżamy, tak grube, że przez niektórych traktowane jak stosowny strój wyjściowy. Z czapkami konkurują nauszniki, dostępne w wersjach dla dzieci (w kształcie myszek, kotków itd.), młodzieży (w szpanerskim kroju sportowym lub słuchawkopodobnym) i seniorów (w postaci osobliwych pochewek zatykanych na same małżowiny uszne). Amatorów rękawiczek kuszą mufki, podobnie jak te pierwsze aż grube od pomponów, misiowych pyszczków itd. Z innych metod walki z zimnem, uczniowie szczególnie chwalą sobie termofory, ale nie prymitywne, napełniane wodą z czajnika, tylko ultranowoczesne, podłączane na przerwach do gniazdek elektrycznych. Świetnie sprzedają się domowe lampy grzewcze różnego kalibru, zaś atrybutem człowieka przedsiębiorczego prócz teczki jest podręczny termos.

Bardziej tradycyjne metody preferują straganiarze, ogrzewający dłonie nad zasilanymi węglowymi brykietami piecykami. Jeszcze dalej idą czyhający na klientów motocykliści-taksówkarze, robotnicy oraz ludzie bezdomni – na ognisko dobre jest każde miejsce i każdy opał.

Na pytanie o centralne ogrzewanie Chińczycy odpowiadają, że takowe jest w Chinach północnych, gdzie jest „naprawdę zimno”. A potem wtulają szyje jeszcze głębiej w kołnierze. Najważniejsze, że już za parę miesięcy zacznie się długie hunańskie lato, temperatury tak w dzień, jak w nocy oscylować będą około 30 stopni, a lejący się z nieba żar pozwoli zapomnieć o nieuchronnej, lecz przecież tak lekkiej zimie.

Autor: Dawid Juraszek.  Artykuł zamieszczono za zgodą Autora. Wszelkie prawa zastrzeżone. Źródło:  www.juraszek.net

Tagi: ,

Komentarze wyczone.

Patrnerska strona

Serwis informacyjny MMA najpopularniejszy w Polsce

Trening i motywacja kochamsilownie.pl