Regulamin - Loguj/Wyloguj

„Chiński syndrom.” (4)

13 lutego, 2010 autor Cavior

Autor: Dawid Juraszek.  Artykuł zamieszczono za zgodą Autora.

Nieświęte Święta

Większość ozdób wiszących na naszych choinkach powstała w chińskich fabrykach. Zarazem większość osób je wytwarzających Boże Narodzenie zna tylko z widzenia.

Trudno dziś rzec, ile prawdy jest w krążącej kiedyś anegdocie o Bożym Narodzeniu w Japonii, a dokładniej w pewnym tokijskim centrum handlowym. Otóż wiedzący, że gdzieś dzwoni, lecz nie wiedzący dokładnie, w którym kościele japońscy marketingowcy postanowili uatrakcyjnić ofertę zachodnią symboliką. Wiedzieli, że z Bożym Narodzeniem związany jest Święty Mikołaj. Wiedzieli też, że symbolem chrześcijaństwa jest krzyż. Do sprawy podeszli jak trzeba – kreatywnie. W rezultacie klientów powitała wielka figura Świętego Mikołaja przybitego do krzyża.

Dziś już takie kulturowe faux pas raczej się nie zdarzają, przynajmniej nie w Chinach i nie na moich oczach. Jednak Boże Narodzenie i związane z nim symbole są widoczne na ulicach chińskich miast, dostarczając przybyszowi z Zachodu nie tylko prostej uciechy, ale i ciekawego wglądu w chińską mentalność.

Pośród świątecznych symboli prym wiedzie Święty Mikołaj, zwany tu Shengdan Laoren, czyli „świątecznym starcem”. Widać tu pewne reminiscencje dawnych tradycji. Słynne powiedzenie Mao Zedonga, który wrogów jedynie słusznego systemu nazwał „papierowymi tygrysami” wzięło się stąd, że w dawnych czasach Chińczycy wywieszali u drzwi ochronne wizerunki bóstw lub właśnie tygrysów – groźne z wyglądu, lecz w istocie nieszkodliwe. Dziś w tę tradycję poniekąd wpisuje się Święty Mikołaj: czerstwa brodata twarz spogląda z wystaw i podwojów sklepowych na klientów udających się po codzienne (bo przecież nie świąteczne) zakupy. Kto chce, może kupić sobie wielobarwny, złocony, a nawet trójwymiarowy wizerunek Świętego Mikołaja. Zresztą nie tylko. Za Dziadka Mroza można się też przebrać – charakterystyczne czerwono-białe czapki cieszą się pewnym powodzeniem pośród lubiącej zachodnie nowinki młodzieży. Nie wiadomo, co o tym sądzą kasjerki supermarketów, zarządzeniem szefostwa ubierane w mikołajowe czapki; na pewno z punktu widzenia klienta Święty Mikołaj przy kasie, choć mile się uśmiecha, ma jedną wadę – zamiast rozdawać prezenty, za wszystko żąda pieniędzy.

Z ozdób świątecznych dostępne są głównie papierowe lub plastikowe dzwony i gwiazdy. Trochę gorzej z bombkami; choinka jakoś nie może zakorzenić się w chińskiej świadomości, choć niezawodne supermarkety robią, co mogą i wystawiają drzewka. „Drzewka” te jednak niekiedy wzbudzają wątpliwości – obok takich, których nie powstydziłyby się i niektóre polskie miasta, są stożkowe konstrukcje z desek albo prętów, oplecione lampkami, z gwiazdą zamiast na szczycie, to wewnątrz, bardziej przypominające piramidy nie wiadomo jakiej religii. Dostępne w sklepach mikrochoinki też często nie tylko kolorem, ale i kształtem nie przypominają tradycyjnego drzewka.

Za to bałwanki chwyciły Chińczyków za serce. Korpulentne postacie w kapeluszach uśmiechają się nie tylko z plakatów na ścianach, ale też z regałów z zabawkami i breloczkami do telefonów komórkowych. To one wraz ze Świętym Mikołajem starają się, by po Hello! kolejnym powszechnie znanym przez Chińczyków angielskim zwrotem było Merry Christmas! Nic to, że czasem życzenia Wesołych Świąt pisane są nie jak należy od lewej do prawej, a odwrotnie…

Na stoiskach z płytami kupić można kolędy, tak w wersjach angielskich, jak i chińskich, z głośników zaś sączy się Jingle Bells w wykonaniu najmłodszego pokolenia Chińczyków, choć tekst „Pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań” nijak się ma do tego, co mieszkańcy ogromnych połaci Chin kojarzą z zimą. W kraju, na którego wielu obszarach śnieg nie pojawia się wcale, albo sporadycznie, sanie, bałwanek i śnieżne święta to całkowita abstrakcja. Ale czy to znaczy, że zwykli Chińczycy nie mogą poczuć się przez chwilę członkami ogólnoświatowej społeczności, choćby za tymi chińskimi „świętami” nie stało nic, poza powierzchownym zainteresowaniem zachodnią kulturą, o marketingu nie wspominając? „Świętujący” Halloween i walentynki Polacy wiedzą, o czym mówię.

Gdy polskie sklepy, szkoły i firmy zamkną swe podwoje, a Polacy świętować będą w domu z rodzinami, Chińczycy będą pracować, robić zakupy i uczyć się, jak co dzień – tyle tylko, że pod okiem patrzącego na nich zewsząd „świątecznego starca”.

Autor: Dawid Juraszek.  Artykuł zamieszczono za zgodą Autora. Wszelkie prawa zastrzeżone. Źródło:  www.juraszek.net

Tagi: ,

Komentarze wyczone.

Patrnerska strona

Serwis informacyjny MMA najpopularniejszy w Polsce

Trening i motywacja kochamsilownie.pl