Regulamin - Loguj/Wyloguj

„Chiński syndrom.” (3)

12 lutego, 2010 autor Cavior

Autor: Dawid Juraszek.  Artykuł zamieszczono za zgodą Autora.

Wolna chinka

Niejednego turystę w Chinach zaskoczyć może fakt, że w tym autorytarnym kraju w wielu dziedzinach życia panuje istna wolna amerykanka.

Demokratyczny Zachód kontra komunistyczne Chiny: na takim czarno-białym podziale opierają się często dyskusje o potędze dalekowschodniego smoka. I rzeczywiście Chiny to państwo autorytarne, gdzie władzę od półwiecza dzierży jedna partia, media są cenzurowane, a za niesłuszne poglądy można pójść siedzieć. Niemniej istnieją w Chinach obszary wolności, o której mieszkańcy Zachodu mogą tylko śnić. Nie zawsze jednak będą to sny przyjemne.

Jednym z rezultatów polityki jednego dziecka jest przeistoczenie Chin w kraj jak mało który przyjazny dla dzieci (tych oczywiście, które zdołały się urodzić). „Małym cesarzom”, czyli ukochanym jedynakom, wolno tu wszystko. To kwestia kulturowa – nie pamiętam, bym kiedykolwiek widział rodzica tarmoszącego czy dającego dziecku klapsa, bez względu na jego zachowanie. Z tej swobody najmłodsi Chińczycy korzystają ile dusza zapragnie, a także ile zapragnie ciało. Jeśli chłopczyk czy dziewczynka usłyszy zew natury w miejscu publicznym, pragnący przychylić potomkowi nieba rodzic nie tylko pozwoli, ale i pomoże mu załatwić się na chodniku. Ba, mała ofiara fizjologii może bez obaw o skarcenie wysiusiać się nawet  w supermarkecie; obsługa bez słowa uprzątnie bałagan. Widok dziecka posadzonego wygodnie na kolanach klęczącej na krawężniku mamusi i załatwiającego się na jezdnię nie wywołuje niczyich protestów. Producenci pieluszek zgrzytają zębami – czerpać zysków z ogromnego rynku nie pozwala im tradycyjne wycięcie na pupie, w które wyposażone są ubranka dziecięce. Czyż można się dziwić, że milusińscy beztrosko korzystają z takiej palety możliwości?

Dorośli Chińczycy też mogą odetchnąć swobodnie tam, gdzie mieszkaniec Europy musi mieć się na baczności. Chiński savoir-vivre znacząco odbiega od zachodniego odpowiednika. Upraszczając, to, co u nas jest przejawem złego wychowania, w Chinach jest nie tylko tolerowane, ale wręcz mile widziane. Głośne mlaskanie i siorbanie zamiast o braku dobrych manier, świadczy o czerpaniu z jedzenia przyjemności i jest komplementem wobec gospodarza. Na bekanie po posiłku też nikt się specjalnie nie obruszy. Pałeczki, których obawia się wielu zachodnich turystów, zastępują większość sztućców, co w połączeniu z przystępną formą potraw sprawia, że stołowanie się w chińskiej restauracji nie wymaga opanowania prawie żadnych reguł. Jeśli zaś komuś transport jedzenia z miseczki do ust sprawia trudność, może śmiało zrobić coś, czego przy zachodnim stole powinien się wystrzegać – podstawić sobie naczynie pod sam nos.

Uciśnieni wciąż zaostrzanymi przepisami europejscy palacze w Chinach odnajdą krainę prawie niczym nieskrępowanej wolności. Wprawdzie znaki „No smoking” pojawiają się w autobusach czy budynkach publicznych, ale cóż one znaczą dla znającego swe prawa obywatela? Zapach dymu tytoniowego unosi się w pociągach, szpitalach, hotelach i w mieszkaniu po wizycie ekipy „fachowców”. Pali instalator butli z gazem i straganiarz handlujący mięsem przy ulicy, pali kierowca autobusu i urzędnik w gabinecie. I co? I nic! Można krzyczeć: Pali się!, ale nikt nie przybywa gasić.

A już na pewno nie policja. Radiowozy stoją przy skrzyżowaniach – i na tym ich rola często się kończy. W nowocześniejszych metropoliach sygnalizacja świetlna, znaki drogowe i pasy dla pieszych już coś znaczą, ale w wielu, często wcale nie mniejszych, miastach, pełnią rolę wyłącznie ornamentacyjną. Kierowca dowolnego pojazdu z dowolnym ładunkiem nie jest absolutnie niczym ograniczony w wolności przemieszczania się z miejsca na miejsce. Pieszego ogranicza tylko ryzyko zgonu pod kołami trąbiących ogłuszająco lecz nie zwalniających samochodów – bo na pewno nie jakieś tam czerwone światło.

Chiny są dziś wolne tam, gdzie Zachód pełen jest ograniczeń, tam zaś, gdzie mieszkańcy Zachodu korzystają z wolności, są wciąż totalitarne. Jeśli – kiedy? – w Chinach zapanuje demokracja i wolność słowa, kto wie, czy ogólny bilans wolności nie wypadnie na korzyść Chińczyków. Tylko czy słowo „korzyść” jest aby na pewno na miejscu?

Autor: Dawid Juraszek.  Artykuł zamieszczono za zgodą Autora. Wszelkie prawa zastrzeżone. Źródło:  www.juraszek.net

Tagi: ,

Komentarze wyczone.

Patrnerska strona

Serwis informacyjny MMA najpopularniejszy w Polsce

Trening i motywacja kochamsilownie.pl