Regulamin - Loguj/Wyloguj

„Chiński syndrom.” (24)

23 czerwca, 2010 autor Cavior

Autor: Dawid Juraszek. Artykuł zamieszczono za zgodą Autora.

Kobiety na budowy!

Błotnisty plac budowy, niknące w brunatnej ziemi ocembrowania, daszki osłaniające od bezlitosnego słońca, ryk generatorów prądu… a pośród tego wszystkiego kobiety z łopatami. I tylko one!

Taki widoczek mam przyjemność oglądać w drodze na przystanek. Miasto w ostatnich miesiącach na gwałt zmienia image – ponoć władze lokalne ambitnie planują w dłuższej perspektywie spróbować odebrać Changshy pozycję stolicy prowincji. Przy głównych ulicach sadzone są więc szpalery drzewek, stare mury padają w gruzy pod naporem maszyn budowlanych lub kilofów, nowe wznoszone są w objęciach bambusowych rusztowań. A sporą część siły roboczej stanowią kobiety.

Na pierwszy rzut oka równouprawnienie w Chinach jest faktem. Prócz hasła „Kobiety na budowy!” realizowane jest także „Kobiety na autobusy!” Na widok kobiet za kierownicą nie przygotowała mnie komunikacja miejska w rodzinnym Bielsku-Białej, ale zjawisko to opatrzyło mi się w Chinach. Wrażenie mocnej reprezentacji płci pięknej nie tylko w miejscach kojarzonych z pracą fizyczną, ale także perspektywami na przyszłość odniosłem dzięki pracy na uczelni wyższej. W liczących około 50 osób grupach studiujących „angielski w biznesie” dziewczęta stanowią jakieś 90 procent stanu, zaś na kierunku „handel międzynarodowy” proporcje są idealne, bo bliskie pół na pół. Jeśli do tego dojdzie fakt, że w sklepach klienta obsługują głównie kobiety, szpitalne korytarze patrolują przeważnie kobiety, a w bankowych okienkach też większość stanowią kobiety, to trudno o konstatację inną niż ta, że od czasów, gdy krępowanie stóp oznaczało dla Chinek wegetację w domu na łasce męża, zmieniło się wszystko.

Władze zdają sobie sprawę ze znaczenia kobiet. I to przynajmniej od czasów Mao. Wprawdzie już rządy narodowców po 1912 r. zaczęły proces wdrażania równouprawnienia, włącznie z zakazem krępowania stóp, ale to komunistom trzeba oddać, że po proklamacji republiki ludowej w 1949 r. ostatecznie położyli kres starym tradycjom aranżowania małżeństw i wielożeństwa oraz ułatwili branie rozwodów. Mao potrzebował entuzjastycznych aktywistów, a kobiety, dotąd bezskutecznie pragnące samodzielności i wpływu, idealnie się do tej roli nadawały. Dziś konstytucja głosi, że kobieta w Chinach ma równe z mężczyzną prawa we wszystkich sferach życia, a rząd przeprowadza inspekcje by sprawdzić, czy organa ścigania odpowiednio chronią prawa kobiet.

Ale spójrzmy głębiej. Oto na całej uczelni dużo łatwiej natknąć się na studenta płci męskiej niż żeńskiej. W szpitalach lekarze to prawie wyłącznie mężczyźni. Z przeprowadzonego przed tegorocznym Dniem Kobiet badania wynika, że mniej niż jedną trzecią kadry zarządzającej przedsiębiorstw stanowią kobiety, a dwie trzecie respondentek czuje, że mężczyźni są faworyzowani względem kobiet o tych samych kwalifikacjach. Kobietom trudniej o awanse także dlatego, że wiek emerytalny dla kobiet wynosi w Chinach 55 lat – o pięć mniej niż dla mężczyzn. Co jednak najważniejsze, samych Chinek w Chinach jest mało – na każde 100 kobiet przypada 118 mężczyzn. I będzie jeszcze gorzej. W 2005 roku chłopców do dwudziestego roku życia było tu już 32 miliony więcej niż dziewcząt i szacuje się, że do 2020 r. liczba samotnych mężczyzn wynieść może 40 milionów.

Właśnie to odsłania ponurą prawdę o pozycji kobiet w ChRL. Kobiety pragną dziś więcej i mogą więcej, ale społeczeństwo jako całość pragnie ich mniej. Przyczyną tej zdumiewającej nierównowagi jest głęboko zakorzenione w chińskiej duszy przekonanie, że dziecko płci męskiej jest szczęściem ojca i matki. To syn kontynuuje ród, to syn zarabia więcej i stanowi dla rodziców lepsze zabezpieczenie na starość. A odkąd badania USG umożliwiają ustalenie płci płodu, szacuje się że co roku tylko z tego powodu wykonuje się pół miliona aborcji. Rząd próbuje walczyć z tym procederem, ale bez większego skutku.

Ta „gorszość” kobiety widoczna jest także w ogromnej liczbie kobiet pracujących na roli. Mężowie, ojcowie, bracia i synowie emigrują ze wsi do pracy zarobkowej w miastach, pozostawiając na polach kobiety. Szokującym rezultatem tej ekonomicznej i społecznej izolacji jest fakt, że Chiny mają najwyższy na świecie odsetek samobójstw pośród kobiet na wsi. Jeśli zaś kobiety uciekają do miast, czekają tam na nie źle płatne, pozbawione perspektyw prace fizyczne, często „na czarno” – ot, choćby na budowie takiej jak ta, którą mijam w drodze na przystanek.

Jak to wszystko ma się do oficjalnych haseł o postępie i harmonii, które są rzekomo celem polityki rządu? Nijak. Dziesiątki milionów samotnych mężczyzn to społeczna niestabilność, a w dalszej perspektywie większe obciążenie dla i tak słabo rozwiniętej opieki społecznej. „Szklany sufit” dla pracujących zawodowo kobiet to zmniejszenie potencjału społeczeństwa. A naród zapatrzony w świetlaną przyszłość może się fatalnie potknąć o wstydliwe relikty przeszłości.

Autor: Dawid Juraszek. Artykuł zamieszczono za zgodą Autora. Wszelkie prawa zastrzeżone. Źródło: www.juraszek.net

Tagi: ,

Komentarze wyczone.

Patrnerska strona

Serwis informacyjny MMA najpopularniejszy w Polsce

Trening i motywacja kochamsilownie.pl