Regulamin - Loguj/Wyloguj

„Chiński syndrom.” (22)

21 czerwca, 2010 autor Cavior

Autor: Dawid Juraszek. Artykuł zamieszczono za zgodą Autora.


Lato, lato wszędzie

Gdy słońce sięga zenitu, a upały 35 stopni, najlepiej byłoby wyjechać na Islandię. Dla całej populacji Chin nie starczyłoby tam jednak pewnie metrów kwadratowych. Co więc robić?

Jeśli spojrzeć w kalendarz, jest jeszcze wiosna, ale i żar lejący się z nieba, i zmiana dekoracji w supermarketach nie pozwala mieć wątpliwości, że zaczęło się lato. I to zaczęło nie dając mieszkańcom prowincji Hunan wiele czasu na przygotowanie. Drastyczne zmiany temperatury to tutaj norma – jeszcze parę tygodni temu do rzadkości nie należały skoki z 10 do 25 stopni z dnia na dzień. Teraz wygląda na to, że trzydziestostopniowe upały zaległy nad miastem na dobre i nawet, jeśli pada deszcz, to zamiast ochłody przynosi duszną parność.

Odwieczna chińska mądrość mówi w takiej sytuacji – otwórz parasol. Absurdalnie kolorowe parasolki, które kłuły w oczy podczas mokrej zimy, teraz ukazują swoje prawdziwe przeznaczenie, ukryte w źródłosłowie polskiej nazwy, sięgającym włoskiego para sole – „przeciw słońcu”. Większość chroniących się w ten sposób przed żarem to kobiety. W połączeniu z popularnością wybielających kremów i maseczek, które zapełniają półki supermarketów i drogerii, staje się jasne, że prócz prozaicznej troski o nieprzegrzanie organizmu przyświeca im cel czysto estetyczny – uniknięcie opalenizny. Rzeczywiście – smagła cera to znak spędzania czasu na polu, i to dosłownie, a przecież Chiny starają się czym prędzej uciec od swej rolniczej przeszłości.

Część mężczyzn także nie stroni od kolorowych parasolek, ale gdzieś swoje machismo muszą zaznaczyć i pewnie dlatego nie zmieniają długich spodni na krótkie. Te ostatnie nosi głównie młodzież, a i to nieczęsto. Dominują dżinsy i wyroby dżinsopodobne, dresy, bojówki. Podobnie jest z obuwiem: sandałów prawie się tu nie widuje, jest trochę klapek i japonek, część kobiet nosi zadziwiająco misterne plątaniny paseczków na obcasie, ale ogólnie dominują adidasy, nieśmiertelne trampki, oraz skórzane – lub skóropodobne – buty stosowne raczej na garniturowe spotkanie w dobrze wentylowanym biurze, niż na wyjście do sklepu w środku upalnego dnia. Ba, nawet przy trzydziestu stopniach wielu nie zdejmuje marynarek, kurtek, a wręcz bluz i sweterków! Takie zachowanie ma sens, gdy temperatury przekraczają ciepłotę ciała i trzeba odizolować się od otoczenia, ale widok kurtki przy zaledwie trzydziestu stopniach nie jest tutaj niestety nigdy fatamorganą. Mirażem nie są też odsłaniane przez mężczyzn spocone brzuchy, kontrproduktywnie wachlowane podwiniętym sweterkiem.

Z pomocą zgrzanym przychodzi technika. Słynne chińskie wachlarze, symbol tajemniczości Orientu, za którymi kryły się pokryte makijażem oblicza, zastępowane są wytworami nowoczesnej techniki, począwszy od miniwiatraczków na baterie – stosowanych do wywoływania złudzenia chłodu na twarzy tak w szkolnej klasie, jak na górskim szlaku – przez wentylatory, aż po klimatyzatory. Te ostatnie dwa typy urządzeń zastąpiły jeszcze nie tak dawno obecne na sklepowych stoiskach grzejniki i zachęcająco dmuchają na zakupowiczów ile wlezie.

Ale i przed wynalezieniem elektryczności ludzie chłodzili się jak mogli. Na przykład w nocy, gdy nie było jak się wachlować, potrafiono zadbać, by samo łóżko nie nasiąkało potem zmordowanego śpiącego. Ta tradycja cieszy się popularnością do dziś. Stąd dziesiątki, jeśli nie setki wystawionych na sprzedaż modeli prześcieradeł i poszewek na poduszki – kołdry są rzecz jasna bardzo niemile widziane – wykonanych z włókiennych plecionek, źdźbeł mocno pachnących sianem, drewnianych patyczków, a nawet deszczułek. Pierwszą noc na takiej bambusowej pościeli przypłaca się czerwonymi wzorkami i pręgami na ciele, ale wnet docenia się jej przewiewność i chłód.

Na koniec, można poratować się jedzeniem. Arbuzy, rambutany, liczi i inne soczyste, by nie powiedzieć wodniste owoce przygniatają stragany i stoiska, w górach zaś uczynni straganiarze sprzedają w roli orzeźwiającej przekąski świeże ogórki. No i, jak na prowincję słynną z ostrych potraw, jest jeszcze pikantne jedzenie – palony od środka konsument nie tylko zaczyna się gwałtownie pocić, a więc oddawać w ten sposób ciepło, ale i upał wokół zdaje mu się nagle dziecinną igraszką.

Autor: Dawid Juraszek. Artykuł zamieszczono za zgodą Autora. Wszelkie prawa zastrzeżone. Źródło: www.juraszek.net

Tagi: ,

Komentarze wyczone.

Patrnerska strona

Serwis informacyjny MMA najpopularniejszy w Polsce

Trening i motywacja kochamsilownie.pl