Regulamin - Loguj/Wyloguj

„Chiński syndrom.” (21)

20 czerwca, 2010 autor Cavior

Autor: Dawid Juraszek. Artykuł zamieszczono za zgodą Autora.

Wystawianie języka

„Przepraszam, ale słabo mówię po angielsku”. Czy to wyznanie zagadniętego przechodnia? Kasjerki? Taksówkarza? Nie – to słowa studentki biorącej udział w konkursie językowym.

Chińczycy chcą nie tylko uczyć się od świata, ale także uczyć ten świat o sobie, a do tego trzeba znać angielski. Zapotrzebowanie jest tak duże, że szkoły i uczelnie nie stronią od zatrudniania nauczycieli nie tylko amerykańskiej, brytyjskiej czy australijskiej narodowości. Gdyby nie to, nie byłoby mnie tutaj.

W TV furorę robi Crazy English, program, w którym Chińczycy wyrzucają z siebie mowę Szekspira z prędkością i hałasem karabinu maszynowego. Podręczniki, samouczki, elektroniczni tłumacze to codzienność wielu młodych ludzi. Proces wciąż trwa i natknąć się na sprawnie posługujących się angielszczyzną Chińczyków nie jest łatwo, w przeciwieństwie do porażających błędami tekstów informacyjnych, ale z roku na rok tych pierwszych jest więcej, tych drugich zaś mniej.

Umiejętności dowieść można na konkursach studenckich. Organizuje się je na różnych szczeblach – w ramach wydziału, szkoły czy kilku uczelni. Miałem niedawno okazję przyjrzeć się paru takim imprezom. Na jednej dziewięciu uczestników prezentowało się kilkudziesięcioosobowej widowni, na drugiej i trzeciej – dwudziestu jeden kilkusetosobowej. Każdy z uczestników poza imieniem i nazwiskiem przedstawiał się mottem. A te były inspirujące: „Jeśli życie cię kopie, spraw, by kopało cię do przodu!”, „Przemawiam, olśniewam, spójrz na mnie i zadziw się!”, „Jedno dzisiaj warte jest dwóch jutr”, „Niczego nie szukam, niczego nie znajduję, i dlatego tu jestem!”, „Każdy pies ma swój dzień – dziś jest mój dzień!”, „Muszę, chcę, i dam radę!!!”

Im wyżej w hierarchii, tym bardziej sformalizowane są to imprezy. Przemówienia na zadany temat, jedno podobne do drugiego, rutynowe pytania, te same procedury… Im jednak niżej, tym ciekawiej.

Przemówienia ujawniają sposób myślenia młodych Chińczyków o sobie i świecie. A może raczej ujawniają ich przekonanie, jaki sposób myślenia zrobi najlepsze wrażenie na sędziach i publiczności? W każdym razie dominuje jedna postawa wobec rzeczywistości – wystarczy chcieć, a wszystko się uda! Ten entuzjazm zrazu imponuje, a potem martwi. Bo czy naprawdę wszystko w życiu można osiągnąć samymi dobrymi chęciami i ciężką pracą? Gdzie miejsce na plan B, gdzie strategia radzenia sobie z porażką? W ramach pytań sędziowskich podsuwam taką myśl temu i owemu uczestnikowi, ale nadaremno – słyszę tylko więcej argumentów o konieczności podążania bez wytchnienia za marzeniami, bo przecież wystarczy porządnie się przyłożyć, by osiągnąć zamierzony cel. Pozostaje szczerze życzyć powodzenia.

Chińczycy nie mają zupełnie poczucia „obciachu” w dziedzinie śpiewu. Gdy statystyczny Polak dostaje gęsiej skórki na myśl o zaśpiewaniu czegoś publicznie, Chińczycy bez skrupułów ćwiczą struny głosowe w autobusie, na ulicy czy dworcu. Uczestnicy konkursów nie są wyjątkiem. Mikrofon w dłoń, i już widownia słucha jednej piosenki za drugą. Większość śpiewa przy muzyce z komputera, ale jedna dziewczyna siada na krześle z gitarą niczym Eric Clapton.

Kolejna konkurencja – odgrywanie scenek z filmów. Disneyowska komedia rodzinna w interpretacji chińskich studentów staje się autentycznie zabawna. Robi się jeszcze śmieszniej, gdy para uczestników wciela się w Kate Winslet i Leonardo DiCaprio. Projektor wyświetla niemą wersję niezwykle tu popularnego Titanika, a uczestnicy dbając bardziej o tempo niż intonację odczytują napisy, dzielnie znosząc psikusy płatane przez odtwarzacz. W miarę narastania stężenia romantyczności na ekranie rośnie i napięcie na widowni… Niestety, scena, gdy Kate i Leo już-już mają się pocałować, okazuje się ostatnią, co widownia przyjmuje nieledwie buczeniem i gwizdami.

Atmosfera staje się cięższa, gdy do akcji znów wkraczają sędziowie. Czym innym jest odegrać przygotowaną scenkę czy zaśpiewać ulubioną piosenkę, czym innym odpowiedzieć na podchwytliwe pytanie. No bo jak tu z miejsca i z głowy wygłosić minutowe przemówienie na temat: Mowa jest srebrem, a milczenie złotem; czy mowa też może być złotem? Zaskoczony uczestnik jąka się, powtarza w kółko jedno zdanie, ale powstrzymuje się od wystawienia języka (co oznacza tu zakłopotanie). Następna uczestniczka, zapytana przez inną jurorkę, co uznaje za swą największą słabość, a co za zaletę, traci wątek, wystawia język, a wreszcie wyznaje, że zbyt słabo mówi po angielsku. Wracamy do sędzi numer jeden. Ta przeprasza pierwszego uczestnika za sprawienie mu kłopotu i zadaje pytanie kolejnemu nieszczęśnikowi: czy miłość w internecie to zagrożenie dla miłości prawdziwej? Wyjaśnianie, czym jest cyberlove trwa dłużej, niż samo przemówienie…

Imprezę wieńczy guzheng, na którym studentka gra niepokojącą melodię. Ten antyczny instrument strunowy można podziwiać np. w filmie Trzy Królestwa, gdzie bohaterowie grają na nim brawurowy duet. Nagle opleciona kablami sala w sercu roztrąbionego klaksonami miasta przenosi nas muzycznie do czasów, gdy o angielszczyźnie w Państwie Środka nikt nie słyszał. Ale, cytując jeszcze jedno motto, przyświecające niepełnosprawnemu uczestnikowi podpierającemu się bambusowym kijem, „Przeszłości nie da się zmienić, ale przyszłość tak!”

 Autor: Dawid Juraszek. Artykuł zamieszczono za zgodą Autora. Wszelkie prawa zastrzeżone. Źródło: www.juraszek.net

Tagi: ,

Komentarze wyczone.

Patrnerska strona

Serwis informacyjny MMA najpopularniejszy w Polsce

Trening i motywacja kochamsilownie.pl