Regulamin - Loguj/Wyloguj

„Chiński syndrom.” (20)

19 czerwca, 2010 autor Cavior

Autor: Dawid Juraszek. Artykuł zamieszczono za zgodą Autora.

Spacer po parku

Pchający dziecięce wózki rodzice, hasające po trawnikach psiaki, relaksujący się na ławeczkach piwosze… tego w chińskich parkach się nie uświadczy. Jeśli więc nie to, to co?

Chińskie parki to coś więcej, niż namiastka natury w centrum miasta, szansa na spacer w cieniu drzew z dala od ruchu ulicznego. To labirynty, muzea i ośrodki kultury w jednym.

Jakieś pojęcie o chińskiej sztuce ogrodowej dać mogą zabytkowe parki w stylu angielskim. Anglicy nie tylko jak Chińczycy opierali się na idei imitacji natury, ale także wyposażali swoje parki  w otwarcie dalekowschodnie elementy. Stąd widoczne na przykład w parkach w Pszczynie, Żywcu czy czeskiej Karvinie uwypuklone piękno kontrolowanego chaosu pozornie bezładnych grup drzew, wijących się ścieżek i kanałów, bywa urozmaicane altanami czy bramami w stylu chińskim.  Charakterystycznie wygięte ku górze krawędzie dachów i okapów tych ostatnich pozwalają przenieść się myślą do czasów sprzed stuleci, gdy ówczesne odpowiedniki etykiet „made in China” kojarzyły się z luksusem i tajemnicą Orientu, a klasy wyższe żyły modą na chinoiserie.

W parkach na chińskiej ziemi styl ten jest rzecz jasna jeszcze dobitniejszy. Odwiedzających wita zazwyczaj imponująca brama z ciężkim wielospadowym okapem o lśniących kolorowych dachówkach, na której podczas świąt zawiesza się czerwono-złote lampiony. Za nią rozciąga się istny labirynt alejek i schodków, wiodących ku różnym atrakcjom. Należą do nich przewiewne altanki, gdzie można podziwiać dzieło architektów krajobrazu, porozmawiać na ławeczkach lub zapalić papierosa. Bywają też i źródełka, bijące spod skał siłami natury lub pompy elektrycznej, świątynki i pawilony widokowe, w których oknach zamiast szyb tkwią tradycyjne kratownice. Jeśli park ma dłuższą historię, tabliczki – często także w języku angielskim – informują o dziejach okolicy i dokonaniach związanych z nią sławnych osobistości.

Alejki ciągną się wzdłuż strumyczków i rzeczek, czasem przeskakując je śmiałym łukiem mostów. Te ostatnie to niekiedy tylko kilka wystających nieco ponad wodę kamieni. Koryta uformowane są tak, by nawet mała strużka szemrała jak najgłośniej. Bywa, że rzeczki te spływają do jeziora, po którym płyną łódki lub nad którym siedzą wędkarze. Poukrywane pośród drzew lub rozłożone nad brzegami restauracyjki pozwalają posiedzieć, pojeść i pograć w karty lub madżonga.

Przeważająca część terytorium Chin to góry – widać to i w parkach. Na wzgórza, naturalne i sztuczne, wejść można wygodnymi schodami lub dróżkami wyłożonymi kamieniami. Głazy urozmaicają także trawniki i zbocza pagórków. Często są one sztuczne, co ujawnia się w nocy, gdy od środka podświetlają je lampki. Podświetlana jest też flora – soczyście zielonym naturalnym bambusom czy kamforowcom towarzyszą drzewka plastikowe. Efektem jest istna feeria barw, która zrazu może zdawać się kiczem, ale ów szybko przestaje przeszkadzać – krajobraz jest tak bajecznie kolorowy, że aż uroczy.

Sieć ścieżek, dróżek i alejek jest tak gęsta, że zwiedzenie wszystkich zakątków zabiera dużo więcej czasu, niż sądziłoby się na pierwszy rzut oka. Zarazem jest poprowadzona tak przemyślnie, że nigdy, nawet gdy parki pękają w szwach, nie trzeba spacerować w tłumie. Każdy metr kwadratowy powierzchni wykorzystany jest z głową, i nie ma bocznej odnogi, która by nie kusiła do zapuszczenia się w nią przy kolejnym spacerze. W ten sposób trudno znudzić się takim parkiem – zawsze pozostaje tu coś do odkrycia.

Nic zatem dziwnego, że tak przyjemnych okolicznościach przyrody nie brakuje amatorów parkowego wypoczynku. A jest to wypoczynek aktywny; oczywiście aktywny w stylu chińskim. Jedni robią wymachy ramion, inni rozciągają mięśnie oparci o ławeczki, inni wreszcie truchtają – tyle, że do tyłu. Jedni pod bambusami wykonują powolne, precyzyjne ruchy tai-chi, inni klepią się po kolanach i strzepują dłonie, wytrząsając złą energię. Jeszcze inni stoją bez ruchu, koncentrując się nie wiedzieć na czym, lub w tradycyjnych strojach machają równie tradycyjnymi mieczami. Niektórzy ćwiczą talenty muzyczne, racząc otoczenie dźwiękami płynącymi ze strun głosowych lub tradycyjnych instrumentów. Ktoś wreszcie – a raczej ktosie, bo zwykle jest to kilkunasto lub kilkudziesięcioowobowa grupa kobiet, rzadziej mężczyzn – tańczy lub ćwiczy razem do wtóru muzyki.

Nikt nie włazi sobie w drogę; wszyscy się widzą i słyszą, ale każdy znajduje w parku zakątek dla siebie. Jeśli jeszcze po niebie szybują latawce, to czyż jest lepsze miejsce, by siąść, odpocząć i rozkoszować się chwilą?

Autor: Dawid Juraszek. Artykuł zamieszczono za zgodą Autora. Wszelkie prawa zastrzeżone. Źródło: www.juraszek.net

Tagi: ,

Komentarze wyczone.

Patrnerska strona

Serwis informacyjny MMA najpopularniejszy w Polsce

Trening i motywacja kochamsilownie.pl