Regulamin - Loguj/Wyloguj

„Chiński syndrom.” (13)

11 czerwca, 2010 autor Cavior

Autor: Dawid Juraszek. Artykuł zamieszczono za zgodą Autora.

Państwo środka lokomocji

Po niegdysiejszej rowerowej stolicy świata – Pekinie – jeżdżą dziś cztery miliony samochodów, nowe autostrady przecinają niedawne chińskie pustkowia, krajowe linie lotnicze łączą wszystkie metropolie. A jednak najważniejszym środkiem transportu pozostaje tu kolej.

Wejść sobie do hali dworca, stanąć w kolejce po bilet, przejść na peron, poczekać na pociąg, znaleźć wolne miejsce… Polski scenariusz wydarzeń pokrywa się z chińskim tylko w jednym punkcie: stawania w kolejce.

Zacznijmy od tego, że zazwyczaj hale są dwie: z kasami i z poczekalniami, i ta pierwsza z tą drugą rzadko tworzy całość. Halę biletów poznać można po kolejkach, które w sezonach szczytu, jak na przykład okolice Księżycowego Nowego Roku (ostatnie takie święto przypadło 14 lutego) wylewają się na ulicę, choć kas jest rzadko mniej niż kilkanaście. Obecność ambony z wyposażonym w megafon strażnikiem pośrodku hali dziwi tylko za pierwszym razem – żądny podróży tłum to potencjalnie broń masowej (samo)zagłady. Komputeryzacja jest pełna, więc przy okienku szybko dostajemy czerwonawy prostokącik z dwiema najważniejszymi informacjami – numerem pociągu i miejsca; wszystkie siedzenia, nie wspominając o łóżkach, podlegają tu rezerwacji.

Gotowi do drogi możemy przejść do hali z poczekalniami. Poznaje się ją po barierkach pilnowanych przez strażników wyposażonych w metalowe szczypczyki. Dopiero po przedziurkowaniu biletu i przeskanowaniu bagażu możemy wejść do poczekalni. Na rzędach metalowych foteli siedzą oraz między nimi stoją setki, nawet tysiące pasażerów in spe. Wymuszone układem sali długie kolejki prowadzą do kolejnych barierek, nad którymi świecą tablice informacyjne z numerem pociągu.

Bywa, że ktoś krzyczy, tłum faluje, niektórzy przeskakują siedzenia i przebiegają bokiem do tunelu wiodącego na perony. Czyżby kolejarze puszczali po znajomości? Zresztą nieważne – przytłaczająca (literalnie) większość czeka posłusznie, aż bramka pod tablicą z numerem pożądanego pociągu zostanie uchylona. Kolejna kontrola biletów, i obładowana tobołami rzesza zaczyna sunąć przez hale i tunele. Rzeką ludzi sterują stojący w newralgicznych punktach strażnicy, niekiedy z megafonami w dłoniach. Na peronie wielowagonowy pociąg już czeka – jego końca, a czasem obu końców dosłownie nie widać zza cisnących się tłumów. Pasażerowie wysiadający zostali już wcześniej ewakuowani innym wyjściem; ich następcy szybkim krokiem, turkocząc walizkami i sapiąc pod tobołami, maszerują do swoich wagonów. Przy wejściu najczęściej stoi następny kolejarz/kolejarka i po raz n-ty sprawdza bilety. Tłum wtłacza się do środka. Posiadacze biletów „stojących” szukaj wolnych miejsc, posiadacze biletów „siedzących” przeganiają z foteli uzurpatorów, a wszyscy próbują upchnąć gdzieś bagaże.

Zależnie od klasy pociągu, może być on wyposażony w klimatyzację, wiatraczki pod sufitem lub nic. Jeśli podróżujemy w najgorszym okresie, możemy nabawić się klaustrofobii, bowiem wracający do rodzinnych miast lub wyjeżdżający do pracy pasażerowie zajmują każdy centymetr kwadratowy powierzchni. W takim tłoku można śmiało spać na stojąco – ryzyko upadku jest mikre… Palić niby nie wolno, ale komu może zaszkodzić odrobina dymu?

W podróży posilić się trzeba. Pasażerowie wagonów sypialnych wyciągają zupki chińskie w jednorazowych miseczkach i zalewają je gorącą wodą z dystrybutorów opodal ubikacji. Pasażerowie siedzący wolą przekąski gotowe. Na podłogę spadają opakowania po smażonych rybkach, kurzych łapkach czy suszonych mątwach, łupiny owoców, łuski z pestek i wszelakie inne odpadki. Nieodłącznych towarzyszy pasażera PKP, kanapek, się nie uświadczy, są za to jajka na twardo, ale przyrządzane na sposób chiński – czerwone, brązowe lub czarne od przenikającego popękaną skorupkę sosu. Jeśli ktoś nie zabrał na drogę prowiantu, może liczyć na wózek z przekąskami pchany przez kolejarzy na przekór tłokowi.

Główną rozrywką są telefony komórkowe, przynajmniej dopóki nie zapewnią jej konduktorzy, dorabiający do pensji akwizycją. Godnie umundurowane panie i panowie zachwalają pasażerom wszystko, począwszy od świecących długopisów, przez szczoteczki do zębów, po wkładki do butów. Pod koniec trasy sprzątaczki przechodzą przez wagon, wymiatając śmieci spomiędzy nóg pasażerów i pchając przed sobą istne pryzmy.

Gdy pociąg zajeżdża na stację, gardła przejść podziemnych zatykają się ciżbą. Tłum sunie tunelami w kierunku bramek strzegących wyjścia, za którym najczęściej czeka pełen autobusów, taksówek i motocykli plac. Tu rzeka pasażerów rozdziela się na niezliczone strumyczki i wsiąka w miasto.

Rozrastająca się sieć najszybszej na świecie kolei powoli zmienia obyczaje. Iście lotnicze wnętrza nowych pociągów wypełniają siedzący rzędem i nie palący pasażerowie. Jeśli przeniosą tę dyscyplinę do „wolnej” kolei, podróż chińskim pociągiem straci sporo barwności … A jeśli stanie się odwrotnie?

Autor: Dawid Juraszek. Artykuł zamieszczono za zgodą Autora. Wszelkie prawa zastrzeżone. Źródło: www.juraszek.net

Tagi: ,

Komentarze wyczone.

Patrnerska strona

Serwis informacyjny MMA najpopularniejszy w Polsce

Trening i motywacja kochamsilownie.pl