Regulamin - Loguj/Wyloguj

„Chiński syndrom.” (10)

3 marca, 2010 autor Cavior

Autor: Dawid Juraszek. Artykuł zamieszczono za zgodą Autora.

Fast food à la Państwo Środka

Pomimo kryzysu finansowego Chiny wciąż rozwijają się w szybkim, a wręcz zawrotnym tempie. W pędzie do sukcesu celebrowanie posiłków to strata czasu. Co więc jedzą Chińczycy, gdy się śpieszą?

Amerykańscy giganci przemysłu fast food obecni są na chińskim rynku od dobrych dwudziestu lat. Szyldy McDonalds i KFC spoiły się już z krajobrazem urbanistycznym do tego stopnia, że trudno wyobrazić sobie bez nich centra nawet niewielkich – oczywiście jak na chińskie standardy – miast. Smutny rezultat jest taki, że dla Chińczyków amerykański fast food jest wizytówką zachodniej kuchni. Taśmowo produkowane burgery z frytkami i coca-colą postrzegane są jako to, co Zachód ma dla smakosza najlepszego do zaoferowania. I choć wielu Chińczyków stołuje się tam z apetytem, poczucie kulinarnej wyższości jest pośród nich wyczuwalne. Dlatego w menu oprócz znanych na całym świecie „okrętów flagowych”, znaleźć można także pozycje przygotowane specjalnie z myślą o chińskim podniebieniu. Chińczycy, wielcy amatorzy słodyczy, nie wyobrażają sobie zjedzenia BigMaca bez „popchania” go choćby tradycyjnym chińskim ciastkiem jajecznym. Całe rodziny spędzają tu jednak całe godziny, zaprzeczając tym samym stojącej za pierwotnym sukcesem obu firm idei „szybkiego jedzenia”. Jeśli zatem nie w McDonaldzie i nie w KFC, to gdzie zjeść coś na szybko może zabiegany Chińczyk?

Przede wszystkim, wcale nie musi nigdzie specjalnie się udawać. Na jedzenie dobre jest każde miejsce – i każda czynność. Można jeść w autobusie, idąc śpiesznym krokiem po chodniku, czy nawet jadąc na motocyklu-taksówce. Widok śniadających na ulicy przechodniów nie jest tu niczym wyjątkowym. Wystarczy zalać dostępną od razu w wygodnych pojemnikach tzw. „chińską zupkę” – która trzeba przyznać jest tu zwykle smaczniejsza niż wietnamska wersja popularna w Polsce – wziąć w drugą rękę jednorazowy widelczyk czy pałeczki, i w drogę.

Komu jednak szkoda tracić w domu czas na przyrządzenie nawet takiego posiłku, może kupić świeżo przyrządzone miantiao, czyli „nudle” od sprzedawcy na motorze albo straganie za równowartość kilkudziesięciu groszy. Straganów takich – często przenośnych – nie trzeba specjalnie szukać. Stoją przy szkołach, centrach handlowych, skrzyżowaniach, przystankach autobusowych i dworcach. Wyczuć można je z daleka, bo przyrządzane na nich potrawy mocno pachną. Popularnością cieszy się też tofu – ser sojowy – przyrządzane na różne sposoby, gotowana kukurydza, „jajka herbaciane” (czyli gotowane na twardo w wodzie z przyprawami), kiełbaski, pieczone i smażone mięso, i SARS wie co jeszcze. Na deser zaś można spałaszować kawałek arbuza lub trzciny cukrowej. Czasem na chodniku rozciąga się cała restauracja pod gołym niebem, gdzie stragany sąsiadują z sobą o krok, dla klientów wystawia się krzesełka i stoliki, a zwykły przechodzień ledwo jest w stanie się przecisnąć.

Bywa, że takie otwarte garkuchnie zajmują całe boczne uliczki przy popularnych deptakach. Z jednej strony takich „zaułków niewybrednych” ciągną się stragany, na których warzą się głośno zachwalane przez właścicieli potrawy. Naprzeciwko zaś stoją tłumy klientów, którzy pałaszują na stojąco zakupione za grosze potrawy, a po konsumpcji rzucają plastikowe i papierowe pojemniki oraz jednorazowe pałeczki na ziemię i idą w swoją stronę. Elegantsza wersja takich zaułków obejmuje przeszklone stoiska specjalizujące się w konkretnych potrawach, zadaszone ławy, kosze na śmieci a nawet anglojęzyczne objaśnienia. Wędrując od stoiska do stoiska można w krótkim czasie skosztować wielu potraw o rozpiętości smakowej zdolnej wywołać zawrót głowy.

Kłęby dymu snujące się nawet na kilkadziesiąt metrów reklamują potrawy równie udatnie, co szyldy „makdonaldów”. Z takiej reklamy korzystają przybywający na wschód kraju z położonej daleko na zachodzie prowincji Xinjiang Ujgurzy, którzy najchętniej stawiają swoje straganiki na skrzyżowaniach. Ci mężczyźni o często uderzająco europejskich rysach twarzy i czymś w rodzaju toczków na głowach specjalizują się w mięsie w postaci obficie posypanych intensywną w smaku przyprawą pasemek na patyczkach, które pieką, czy może raczej wędzą nad rozżarzonymi węgielkami, podsycając płomienie wachlarzami.

A jeśli kogoś głód dopadnie w supermarkecie, wystarczy podejść do regału z przekąskami pakowanymi próżniowo. Czego tam nie ma! Do wyboru są liczne rodzaje tofu, pikantne rybki, suszona wołowina, jajka i jajeczka, no i drób przyrządzany na różne sposoby, z których najbardziej uderzające są łapki i szyje w ostrym sosie. Za złotówkę czy dwie można zaspokoić domagający się uwagi żołądek na czas dość długi, by przeczekać do porządnego posiłku w domu. Albo w „zaułku niewybrednych”.

Autor: Dawid Juraszek. Artykuł zamieszczono za zgodą Autora. Wszelkie prawa zastrzeżone. Źródło: www.juraszek.net

Tagi: ,

Komentarze wyczone.

Patrnerska strona

Serwis informacyjny MMA najpopularniejszy w Polsce

Trening i motywacja kochamsilownie.pl